środa, 13 lutego 2013

Rozdział 13

Tytuł: "Tak bardzo tęskniłam za tą jego delikatnością..."
Perspektywa: Sophie Lawrence

Rottweiler T Shirt
Razem z Will'em postanowiliśmy wybrać się do kina na jakiś film. W sumie, nawet nie widzieliśmy co grają. To była spontaniczna decyzja, a każde z nas takowe lubi. Jesteśmy nieobliczalni i nieprzewidywalni. Nigdy nie wiadomo co siedzi w naszych głowach. Ktoś, kto nie jest z nami powiązany w jakiś sposób, ktoś, kto nas nie zna, nie potrafi określić co mamy zamiar zrobić w danym momencie, czy też o czym myślimy. Jedynie my - ja i Will - rozumiemy się bez słów. Wystarczy jedno spojrzenie, jeden gest i już oboje wiemy o co chodzi. Kiedy idziemy przez miasto i zachowujemy się w sposób... w jaki się zachowujemy, ludzie uważają nas za osoby chore psychicznie. Nie, nie, nie! To nie jest tylko wrażenie, które odnosimy. Kiedyś zdarzyła się taka sytuacja, że siedzieliśmy w parku na ławce i oboje dostaliśmy głupawki. Ja miałam większy problem z uspokojeniem się w przeciwieństwie do mojego chłopaka, który zrobił to w oka mgnieniu. Kiedy ja się śmiałam jak głupia, a moje ciało dostało przez to dziwnych drgawek, podeszła do nas kobieta około siedemdziesiątki i chciała dać William'owi około 200 funtów, aby oddał mnie na leczenie. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że pieniądze, które nam chciała podarować, nie wystarczyłyby na terapię, więc zapewniła Will'a, że zorganizuje specjalną akcję, aby jego koleżanka (czyli ja) mogła w końcu stać się normalną dziewczyną. Wierzcie mi, że tego dnia zaczęłam się starać zachowywać normalnie w miejscach publicznych i oczywiście nadal się staram. Aby nie było wątpliwości - nie jesteśmy złodziejami i oszustami, więc grzecznie wyjaśniliśmy hojnej kobiecie, iż to taki wiek i moje zachowanie jest prawie normalne. Początkowo nie chciała w to uwierzyć i myślała, że Willy próbuje mnie chronić przed psychiatrykiem, jednak w końcu udało nam się ją przekonać, że z moją głową jest wszystko w porządku.
Po dwugodzinnym filmie komediowym opuściliśmy kino. Bardzo lubię takie wypady, ale najbardziej podobają mi się wówczas, gdy mogę w spokoju obejrzeć film. Niestety dzisiaj nie było to możliwe, ponieważ Will cały czas mnie rozpraszał pocałunkami i czułymi słówkami, które szeptał mi do ucha, delikatnie przygryzając jego płatek. Jednak ze względu na to, że zależało mi na obejrzeniu ekranizacji do końca, ignorowałam swojego chłopaka i próbowałam skupić się na filmie.
Kino, które odwiedziliśmy znajdowało się w jednej z lokalnych galerii. Po opuszczeniu sali kinowej udaliśmy się na małe co nieco, a mianowicie lody. Zajęliśmy jeden z wolnych stolików w małej kawiarence, która również znajdowała się w galerii, a po chwili podeszła do nas kelnerka. Złożyliśmy zamówienia i młoda dziewczyna udała się na kuchnię, aby je przygotować. Ja zdecydowałam się na "Czekoladowe Tango", a Willy wybrał "Truskawkową Fantazję". Na zamówienia czekaliśmy około 10 minut i w tym czasie mój ukochany szatyn ponowił swoje gierki, które już rozpoczął w sali kinowej. Pomimo tego, iż było na prawdę ciężko, po raz kolejny udało mi się powstrzymać chłopaka i doprowadzić go do porządku. W końcu jest w miejscu publicznym, w którym takie zachowanie może być dla niektórych romantyczne i słodkie, ale dla drugich wręcz odrzucające i obrzydliwe. Dlatego też zachowałam się w ten sposób, a nie inny.
Kiedy zjedliśmy zamówione desery lodowe, postanowiliśmy trochę pozwiedzać galerię. Nagle poczułam potrzebę pójścia do toalety. Poinformowałam o tym William'a, który oczywiście chciał mi pomóc (zboczeniec!), jednak gdy mu odmówiłam stwierdził, że idzie do sklepu ze sprzętem RTV. On zawsze lubił takie rzeczy, z resztą ja również, lecz tym razem nie mogłam mu towarzyszyć w tej jakże fascynującej wyprawie do jednego z jego ulubionych sklepów. Pomimo tego, obiecałam mu, iż potem do niego dołączę.
Kiedy chłopak zniknął mi z oczu, skierowałam się do łazienek. Tam zrobiłam to, co miałam zrobić, umyłam ręce i zaczęłam ogarniać swój wygląd. Kiedy poprawiałam makijaż, do łazienki z hukiem wpadła jakaś dziewczyna w objęciach Zayn'a. Chwila, chwila! Zayn'a?! Ale jak to? Przecież... przecież... Kurwa!
Spojrzałam na nich po raz kolejny i widziałam tam siebie. Widziałam jak się całujemy, jak przytulamy i jak spędzamy wspólnie noc. Wspomnienia powróciły, a ja poczułam silne ukłucie w klatce piersiowej.
- Cześć Zayn. Męska jest tam. - powiedziałam oschle, wskazując dłonią przez otwarte drzwi miejsce, gdzie załatwiają się mężczyźni.
W tym momencie chłopak oderwał się od dziewczyny o fioletowych włosach i zdziwiony spojrzał na mnie. Zamurowało go, to pewne. Biedny nie wiedział co powiedzieć i nagle go olśniło.
- Ekhm... Sophie to Perrie, moja dziewczyna. - powiedział, a ja po raz kolejny poczułam ten cholerny ból w klatce piersiowej. Tym razem był on silniejszy i nawet mogłabym określić jego centrum, którym było moje serce. Tylko dlaczego? Przecież mam chłopaka, którego kocham, a moje uczucie jest odwzajemnione.
Sztucznie uśmiechnęłam się do dziewczyny i podałam jej rękę.
- Miło było mi cię poznać, ale na mnie już czas. Mój chłopak Will pewnie się niecierpliwi. - wypowiadając te słowa posłałam chytry uśmieszek Malikowi, po czym opuściłam łazienkę. Czy byłam zazdrosna? Sama nie wiem. Nie sądzę. Przecież poza wspólnie spędzoną nocą nic nas nie łączy. Bo nie łączy, prawda? W sumie, to nie wiem czym ja się tak przejmuję. Wielokrotnie uprawiałam seks z różnymi chłopakami i potem gówno mnie to obchodziło. Więc dlaczego teraz czuję się tak... dziwnie? Dlaczego poczułam to dziwne uczucie w klatce piersiowej? Dlaczego ta jego fioletowowłosa laska tak mnie irytowała? Kurwa, dlaczego?!
Postanowiłam nie zawracać sobie tym więcej głowy, dlatego też wróciłam do Will'a, który aktualnie podziwiał netbook'i. Na powitanie dostałam całusa. Nie powiem zdziwiło mnie to, gdyż widzieliśmy się jakieś 5 minut temu, ale w sumie może tak robić częściej. Z racji tego, iż William mocno mnie pociąga, a jego subtelny pocałunek mnie lekko pobudził, nie pozwoliłam mu na kontynuowanie oglądania sprzętu. Zamiast tego złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę łazienek. Nie wiem co mną wtedy kierowało. Czy było to działanie Will'a na moją osobę, czy raczej chęć wzbudzenia zazdrości w Malik'u? Nie mam pojęcia, ale nie zastanawiałam się nad tym jakoś szczególnie długo.
Wciągnęłam swojego chłopaka do jednej z kabin i od razu obdarowałam go namiętnym pocałunkiem, który bez wahania został odwzajemniony. Po chwili poczułam jego wargi na mojej szyi i obojczykach. Kiedy ten pieścił górną partię mego ciała, ja zajęłam się ściąganiem jego marynarki i koszulki. Po chwili oboje byliśmy nadzy, a William zaczął delikatnie we mnie wchodzić. Tak bardzo tęskniłam za tą jego delikatnością. Kiedy przyspieszył ruchu z moich ust wydobył się pierwszy, głośny jęk przyjemności. Nie minęła chwila kiedy całkowicie oddaliśmy się temu co robiliśmy i nie zwracając uwagi na to czy ktoś może być w łazience, wydawaliśmy z siebie dzikie odgłosy rozkoszy. Zdarzyło nam się nawet wykrzyczeć wzajemnie nasze imiona, kiedy drzwi od kabiny z hukiem się otworzyły.
_______________________________________________________

No to jest 13 rozdział.
Tak strasznie mi głupio... Powinien się pojawić już dawno, za co przepraszam.
Powodem był brak czasu, weny i chęci.
Tak, chęci. Ostatnio w moim życiu zbyt wiele się działo i po prostu nie miałam ochoty na nic.
W każdym bądź razie rozdział jest napisany, więc możecie komentować.
Mnie osobiście się nie podoba, ale może wam przypadnie do gustu :)

Ps. Przepraszam, że tak krótki i przepraszam za błędy jeśli jakiekolwiek wystąpiły.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rozdział 12

Tytuł: "Byłam szczęśliwa?  Niewykluczone."
Perspektywa: Lena Moore 
Muzyka: http://www.youtube.com/watch?v=Y_n-0yJpHJ4

Rano obudziłam się wcześniej niż zazwyczaj. Promienie słońca wpadały do mojego pokoju, rażąc mnie w oczy. Pierwszy raz od dłuższego czasu budziłam się w swoim łóżku, a nie w ponurej szpitalnej sali. Nie miałam już tego cholernego gipsu na nodze i czułam się naprawdę świetnie. Podczas tego całego pobytu w szpitalu, z Harry'm gadałam tylko kilka razy. Chłopcy byli teraz zajęci nagraniami, wywiadami i nie wiadomo czym jeszcze. Postanowiłam wstać i przebrać się w coś, w czym mogłabym pokazać się ludziom. Kiedy wyglądałam w miarę przyzwoicie wyszłam ze swojego królestwa i udałam się do kuchni w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Ze względu na to, że mój talent kucharski  pozostawia 
wiele do życzenia, wzięłam po prostu jabłko, zrobiłam sobie kawę i zajęłam miejsce przy stole. Usłyszałam czyjąś rozmowę i kroki.Ciekawa obróciłam się i spostrzegłam, że do pomieszczenia  którym aktualnie się znajdowałam weszła Sophie i jakiś nieznany mi dotąd chłopak.
- Lena, poznaj mojego chłopaka. - powiedziała uśmiechnięta dziewczyna, a ja wstałam żeby przywitać się z nim. - Will to jest Lena, Lena, Will. - przedstawiła nas sobie, a ja podałam mu rękę. Uścisnął ją i uśmiechnął się. Muszę przyznać, że chłopak wydaję się być bardzo sympatyczny.

 - My będziemy już się zbierać - oznajmili po krótkiej rozmowie. Pożegnałam się z nimi i udałam do salonu. Wzięłam komórkę i zobaczyłam jedną nieodebraną wiadomość. 

"Mam nadzieję, że masz dziś czas. Spotkamy się?- Harry."
 
Odpisałam, że może wpaść do mnie kiedy chce i usiadłam na kanapie. Usłyszałam jak ktoś dobija się do drzwi. Podeszłam trochę bliżej, aby spojrzeć kto to. Okazało się, że to Jack.
- Otwieraj, wiem że tam jesteś! - No tak. Pewnie nie był zbyt zadowolony z tego, że postanowiłam zerwać z nim kontakt. Obiecałam coś Harry'emu i na pewno nie ulegnę. Jeśli chcę coś zmienić muszę skończyć z ćpaniem. Takie życie nie jest dla mnie. Szkoda, że dopiero teraz to zrozumiałam. Stop. Chwila. Przecież drzwi wcale nie są zamknięte. Zanim zdążyłam zareagować chłopak był już w środku i coraz bardziej zbliżał się do mnie.
- Czego chcesz? - zapytałam oschle, udając obojętną, lecz tak naprawdę zżerał mnie strach. Modliłam się żeby Harry przyszedł jak najszybciej. Albo chociaż Daniel. Normalnie wprasza się bez zapowiedzi, ale jak go potrzebuję to łazi nie wiadomo gdzie?!
Chłopak szedł w moją stronę, a ja automatycznie cofałam się.
- Jak to czego chcę? Nagle stałaś się taka grzeczna? - powiedział z kpiną w głosie.
- Nie twój interes! Wyjdź stąd! - krzyknęłam jeszcze bardziej zdenerwowana. Nagle poczułam jak plecami dotykam czegoś zimnego. No tak. Ściana.
- Myślisz, że tak łatwo się mnie pozbędziesz?! Wiem, że  mnie potrzebujesz! 

- Nic nie wiesz! Jesteś zwykłym ćpunem! Nie jestem taka jak ty i nigdy nie będę! Nie chcę cię więcej widzieć!
- Tak rozmawiać nie będziemy! - wykrzyczał stojąc niebezpiecznie blisko. Uderzył mnie. Nie powiem, zabolało. Upadłam na ziemię. 
On uklęknął nade mną, wiedziałam, że to jeszcze nie koniec. Po moim policzku spłynęła łza. Bezsilności? Być może. Czekałam na to co za chwilę się wydarzy. Jack chwycił mnie i obrócił w swoją stronę. Nagle po całym mieszkaniu rozległ się donośny dzwonek do drzwi. Odetchnęłam z ulgą i już chciałam krzyczeć o pomoc, kiedy chłopak wstał pośpiesznie i dodał na odchodne - To jeszcze nie koniec! Zobaczysz!-
Wyszedł. Tak po prostu wyszedł. Usłyszałam jak otwiera drzwi i wychodzi. Chwilę później ktoś wszedł do mojego mieszkania. Usłyszałam swoje imię i kogoś podchodzącego do mnie. Twarz miałam ukrytą w dłoniach. Spojrzałam na mojego wybawcę, którym okazał się Harry.
- Dziękuję - pomógł mi podnieść się z ziemi. Wtuliłam się w niego.  Czułam przyjemny dreszcz na moim ciele, ciepło bijące od chłopaka. Trwaliśmy tak krótką chwilę, aż w końcu oderwaliśmy się od siebie. 
- Powiesz mi co się stało i...- przerwałam mu, zanim zdążył zasypać mnie pytaniami.
- Załatwiałam pewne sprawy. Chcę zacząć wszystko od nowa. Obiecałam ci coś i tego będę się trzymać. - chłopaka chyba zadowoliła taka odpowiedź, bo więcej nic nie mówił. Po chwili niezręcznej dla mnie ciszy postanowiłam ją przerwać. - Wiesz co Harry? - chłopak przeniósł swój wzrok na mnie. - Nie rozumiem jednego. Dlaczego wciąż mi pomagasz? Dlaczego jak inni nie masz mnie gdzieś?- nie słysząc odpowiedzi z jego strony, kontynuowałam - Odpowiedz.
Dlaczego po prostu nie przejdziesz obok mnie obojętnie, co? 
- Bo mi na tobie zależy! Kocham Cię, rozumiesz? Tylko przy tobie czuję się inaczej, wyjątkowo. Już dawno chciałem ci to powiedzieć, ale nie miałem odwagi. - powiedział, a ja stałam, niedowieżając w to co właśnie usłyszałam. Pod wpływem emocji pocałowałam go. Sama nie wiem dlaczego to zrobiłam, lecz czułam, że ten pocałunek był naprawdę wyjątkowy. Czułam się przy nim bezpiecznie. Byłam szczęśliwa?  Niewykluczone.
- Harry, ja... eh, przepraszam. Muszę to wszystko przemyśleć. - przerwałam pocałunek. To wszystko działo się trochę za szybko. Zdecydowanie za dużo wydarzeń jak na jeden dzień.
- Powinienem już iść. - powiedział i nie dając mi szansy odpowiedzi, wyszedł. 
_________________________________________

Wiem, że dodaję trochę późno, ale nie miałam ani weny, ani czasu :|
Moim zdaniem rozdział mi nie wyszedł.
W każdym razie wyrażajcie swoją opinie w komentarzach! (:

piątek, 11 stycznia 2013

Rozdział 11

Tytuł: "Będziesz tego żałować!"
Perspektywa: Sophie Lawrence
Muzyka: pojawi się w dalszej części rozdziału ;)

Rano obudziły mnie jakieś hałasy dochodzące prawdopodobnie z kuchni. Niewyspana i obolała podniosłam się z łóżka i udałam do łazienki, aby się ogarnąć. Stanęłam przed lustrem i przyglądałam się dziewczynie o bladej cerze i brązowych oczach, pod którymi miała lekkie sińce. Mój dzisiejszy wygląd był spowodowany wczorajszymi wydarzeniami. Nie mogłam wyrzucić ze swojej głowy Emily. Lecz tu nie chodzi o to, że coś do niej czuję, bo tak wcale nie jest. Jestem hetero, zdecydowanie. Nie mogłam o niej zapomnieć, ponieważ bałam się propozycji jaką miała mi dzisiaj złożyć. Bałam się, że znów zacznie mnie wykorzystywać i szantażować tak, jak zrobiła to wczoraj. Byłam przerażona, ale musiałam stawić temu czoło. Chciałam pokazać tej zdzirze, że jestem silna. Ale czy tak jest na prawdę? Kiedyś może i taka byłam, ale teraz coś we mnie pękło. Jeszcze nie wiem co takiego, ale wiem, że muszę się dowiedzieć.
Nałożyłam na twarz fluid matujący i trochę pudru, aby choć trochę zakryć worki pod oczami. Następnie rzęsy przeciągnęłam tuszem i podkręciłam delikatnie zalotką, a usta pomalowałam błyszczykiem o smaku truskawkowym, który uwielbiałam.
Po odbyciu porannej toalety, udałam się z powrotem do sypialni, aby przebrać się w coś, w czym mogłabym pokazać się ludziom. Padło na brązową bluzkę z nadrukiem, czarną spódniczkę mini i botki tego samego koloru. Aby uzupełnić strój założyłam czarny kapelusik i kilka bransoletek.
Po przygotowaniu się na spotkanie z innymi mieszkańcami tego miasta, opuściłam swój pokój i poszłam do kuchni, aby sprawdzić co się tam wcześniej wydarzyło.
Kiedy przekroczyłam próg kuchni, zobaczyłam leżącą na podłodze Lenę, która trzyma się mocno za krwawiącą nogę. Podeszłam bliżej, po czym zauważyłam, że dziewczyna ma złamanie otwarte piszczela. Natychmiastowo zadzwoniłam po karetkę pogotowia, która zjawiła się na miejscu po około 10 minutach. W międzyczasie zapytałam Lenę, jak to się stało. W odpowiedzi usłyszałam jedynie, że spadła z parapetu, na którym stanęła, aby powiesić firankę w oknie. Nie rozumiem jak mogła być tak niezdarna. Poza tym, kto normalny wchodzi na parapet, aby wieszać firanki? Nie lepiej po prostu podstawić sobie krzesło albo poprosić kolegę, który mieszka na tym samym piętrze apartamentowca? Lecz to nie było w tej chwili najważniejsze. Najistotniejszą rzeczą było zdrowie blondynki. Razem z dziewczyną i lekarzami pojechałam do szpitala. Lena nie mogła być teraz sama. Ze względu na to, że lubię oglądać serial "Chirurdzy" i może to dziwnie zabrzmi, mam mniej więcej obeznanie w różnego typu urazach i chorobach, wiedziałam, że dziewczyna będzie musiała przejść zabieg, podczas którego złożą złamaną kość w całość.
Nie powiem, że blondynka nie była przejęta. Bała się jak cholera! Aby dodać jej otuchy, chwyciłam jej dłoń i powtarzałam, że wszystko będzie w porządku, bo to tylko złamanie. Najwyraźniej moje słowa nie podniosły zbytnio dziewczyny na duchu, gdyż mruknęła tylko ciche i sarkastyczne: "Jasne". Z resztą, co się dziwić. Przecież: "wszystko będzie w porządku" to każdemu znane pocieszenie, którego używa się zawsze i wszędzie. Szczerze mówiąc mogłam się bardziej wysilić i powiedzieć coś, co faktycznie mogłoby podnieść dziewczynę na duchu. Niestety w tym momencie mój mózg nie pracował najwydajniej, więc efekty można było zauważyć właśnie podczas mojej akcji: "Pociesz Lenę!".
W końcu lekarze zabrali pannę Moore na salę operacyjną, na której rozpoczął się zabieg. Nerwowo, cały czas spoglądałam na zegarek, którego wskazówki niemiłosiernie długo się przesuwały i wybijały kolejne minuty. Przynajmniej takie miałam wrażenie. Ogólnie doszłam do wniosku, że im częściej patrzę na zegarek, tym wolniej płynie czas. Aczkolwiek wiem, że to tylko złudzenie, bo czas płynie zawsze w tym samym tempie.
Wkrótce drzwi od sali, na której przeprowadzany był zabieg, otworzyły się, a w nich stanął lekarz. Kiedy tylko go zauważyłam, od razu podbiegłam do mężczyzny i zadawałam setki pytań na minutę, typu: "Co z nią?", "Jak się czuje?" itp.
- A kim pani w ogóle jest? - zapytał mnie chirurg dziwnie mi się przyglądając.
- Jej przyjaciółką. - palnęłam bez namysłu. Tylko w ten sposób mogłam się dowiedzieć, co z moją współlokatorką.
- W takim razie, stan dziewczyny jest stabilny, ale będzie musiała zostać na obserwacji przez kilka dni. Podejrzewamy, że dziewczyna spożywała narkotyki i to całkiem niedawno, więc musimy przeprowadzić szczegółowe badania. - odpowiedział i odszedł w przeciwnym kierunku.
W mojej głowie kłębiły się tysiące myśli na ten temat. Nie mogłam uwierzyć w to, że moja kulturalna i spokojna koleżanka ćpała i nadal prawdopodobnie ma zamiar to robić, bo wbrew pozorom, wcale nie jest łatwo rzucić ten nałóg. Już ja coś o tym wiem.
Nagle z sali operacyjnej pielęgniarka wyprowadziła wózek inwalidzki, na którym siedziała Lena. Podążyłam za pracownicą szpitala i trafiłam do sali nr 35, gdzie zostało przygotowane miejsce dla blondynki.
W pomieszczeniu znajdowały się cztery łóżka. Dwa z nich były zajęte przez dziewczyny w naszym wieku, tak sądzę. Po chwili do sali wszedł o kulach blondyn, do którego prawdopodobnie należało trzecie łóżko.
Chwilę posiedziałam przy Lenie, która jeszcze nie wybudziła się po narkozie, jednak gdy zorientowałam się, że jest godzina 1:40 pm, szybko opuściłam szpital i pobiegłam do Hyde Park'u, gdzie miałam spotkać się z Emily Zdzirą Blunt. Na miejscu pojawiłam się punktualnie, jednak znalezienie dziewczyny chwilę mi zajęło.
W końcu mi się udało. Nie powiem, że byłam zadowolona z podjęcia przeze mnie decyzji o przyjściu tutaj, ale zwyciężył strach.
- A więc przyszłaś. - powiedziała zadowolona Blunt.
- A miałam inne wyjście? - zapytałam sarkastycznie, na co tylko pokręciła głową.
- Wiedziałam, że jesteś mądrą dziewczynką, ale nie wiedziałam, że aż tak słabą. - uśmiechnęła się sztucznie.
- Tylko to chciałaś mi powiedzieć? Jeśli tak, to żegnam. - warknęłam i chciałam odejść, jednak zatrzymała mnie chwytając mocno mój nadgarstek. - Czego znowu? - syknęłam.
- Tak się do mnie zwracasz? Oj nie ładnie. - prychnęła.
- Słuchaj, ja na prawdę nie mam ochoty na twoje gierki, więc albo mi powiesz o co ci chodzi, albo zostaw mnie w spokoju. - powiedziałam.
- Chcę, żebyś do mnie wróciła. - rzekła stanowczo, a mnie zamurowało.
- Słucham? - wydukałam. - Wróciła? Przecież my nigdy nie byłyśmy razem.
- Boże, jaka ty jesteś głupia! Serio myślisz, że chciałabym się związać z kimś takim jak ty? Proszę cię... Chcę, żebyś wróciła do mojej drużyny. Do Chuck'a, Martin'a, Grace... - przerwałam jej.
- Nie licz na to. Nie pomogę wam. Wszyscy dobrze wiemy, ze to dzięki mnie dorobiliście się tyle kasy. Pomogłam wam i to ci powinno wystarczyć. Nie licz na więcej. - powiedziałam stanowczo. Nie chciałam po raz kolejny bawić się w dealerkę. Ani z nimi, ani z nikim innym. Nigdy.
- Ale ja się ciebie nie pytałam o zdanie. - odpowiedziała bezczelnie. - Masz do nas wrócić i nam pomóc, bo w przeciwnym razie trafisz do pudła. - zagroziła.
- Złotko... - zaczęłam zbliżając się do niej. - Myślisz, ze ja nie mam na ciebie haka? Uważasz, że tylko ty masz dowody na to, że handlowałam? Sądzisz, że byłam na tyle głupia, aby nie uwiecznić na zdjęciach twoich wybryków? Skarbie, ty nawet nie wiesz jakie ja mam obeznanie w tym fachu. Więc jeżeli chcesz mnie wydać policji, to zrób to, ale ja zrobię dokładnie to samo z tobą. Nie wyjdziesz z kicia do końca swoich dni. - gdy wypowiadałam te słowa, z każdą chwilą nabierałam coraz większej pewności siebie. Czułam jak od Emily emanuje strach. Strach i przerażenie. Pierwszy raz dostrzegłam w jej oczach coś, co nie było pewnością siebie. Wiedziała, że teraz ze mną nie wygra.
H&M Denim Shirt- Będziesz tego żałować! - syknęła, po czym popchnęła mnie, co spowodowało, że upadłam na trawę. Jeszcze przez chwilę obserwowałam szybko oddalającą się postać, kiedy nagle usłyszałam znajomy mi głos.
 Muzyka: <klik>
- Sophie? Dlaczego siedzisz na ziemi? Wstawaj, bo mi się jeszcze rozchorujesz. - powiedział William i pomógł mi się podnieść. Zaczęłam otrzepywać się z ziemi. Podczas wykonywania tej czynności, chłopak nie spuszczał ze mnie wzroku, co mi się nawet podobało. Kiedy doprowadziłam swój wygląd do pierwotnego stanu, spojrzałam na szatyna i wzajemnie się obserwowaliśmy.
- Dlaczego się tak na mnie patrzysz? - zapytałam posyłając mu ciepły uśmiech.
- Bo mam oczy. - odpowiedział szczerząc się przy tym, na co tylko przewróciłam teatralnie mymi gałkami ocznymi. - Co powiesz na mały spacerek? - zaproponował z nadzieją w głosie. Nie był pewien mojej odpowiedzi. Bał się, że mu odmówię, jednak nie miałam zamiaru, więc się zgodziłam.
http://londonerfromafar.files.wordpress.com/2011/09/parliament-hill.jpgNie wiem jak to się stało, ale doszliśmy do Hampstead Heath, gdzie skierowaliśmy się na Parliament Hill i siedliśmy na jednej z ławeczek podziwiając panoramę Londynu. Spędziliśmy tam około trzech godzin, rozmawiając i śmiejąc się z różnych wspomnień.
Nagle chłopak niepewnie chwycił moją dłoń. Spojrzałam na niego, po czym od razu puścił moją rękę. Znów chciałam poczuć jego ciepło, więc, aby dodać mu pewności siebie, uczyniłam to samo, co on przed chwilą - złapałam jego dłoń i uśmiechnęłam się do niego. Poskutkowało.
Will przysunął się bliżej mnie, jednak nadal nie był całkowicie przekonany, czy go nie odrzucę.
- William'ie Smith, zachowujesz się jak jakiś pieprzony nastolatek. Nie możesz po prostu zwyczajnie mnie przytulić, tylko jakieś podchody robisz? - skarciłam jego zachowanie ledwo powstrzymując się od śmiechu. Starałam się jak mogłam, aby ton mojego głosu zabrzmiał poważnie. Po moich słowach, szatyn natychmiastowo mnie objął, a następnie pocałował. No tego to się nie spodziewałam! No dobra... może i się spodziewałam, ale nie w tej chwili. Jednak nie miałam zamiaru przerywać pocałunku. Zamiast tego, odwzajemniłam go. Tak bardzo brakowało mi jego słodkich delikatnych ust, jego ciepła, obecności, jego całego...
- Sophie, mam dla ciebie bardzo ważne pytanie... - powiedział stanowczo, gdy tylko się od siebie oderwaliśmy.
- Słucham cię William'ie. - odparłam równie poważnie.
- Czy zechciałabyś mi dać drugą szansę? - zadał pytanie, którego tak bardzo bał się wypowiedzieć. Ze względu na to, że jestem troszkę wredna, postanowiłam się z nim podroczyć, pomimo tego, że byłam pewna swojej odpowiedzi.
- A co ja z tego będę miała?
- Może nie jestem super bogaty, nie jeżdżę Lamborghini, ale wiem, że kocham cię nad życie. Będę spędzać z tobą każdą wolną chwilę, będę cię wspierać, pomagać, pocieszać. Zawszę będę przy tobie i zawsze będę cię kochać. Bez względu na wszystko. - odpowiedział.
- Hmm, po pierwsze, nigdy nie używaj zwrotu zawsze. Ostatnio go użyłeś i stwierdzam, ze krótkie jest to twoje "always". Po drugie, nie szczególnie mnie przekonałeś. - w tym momencie chłopak zachłannie wpił się w moje usta, delikatnie przy tym pieszcząc językiem moje podniebienie.
- No dobra. Niech ci będzie. - powiedziałam z udawaną łaską w głosie.
- Czyli że co? - zapytał szelmowsko się uśmiechając.
- Dam ci tę drugą szansę. Ale ostatni raz, pamiętaj. Nigdy więcej. - ostrzegłam, a Will złożył na mych ustach subtelny pocałunek.
______________________________________________

No siemaa!
Przepraszam, ze nie napisałam tego rozdziału wcześniej, ale nie miałam czasu.
Cały tydzień miałam zawalony sprawdzianami i kartkówkami,
a potem tata zabronił mi siadać do komputera w tygodniu -.-
Jednak w końcu znalazłam chwilkę, aby nadrobić zaległości.
Mam nadzieję, że rozdział się spodobał i czekam na komentarze :)

piątek, 4 stycznia 2013

Rozdział 10

Tytuł: "Może być?"
Perspektywa: Lena Moore
Muzyka: http://www.youtube.com/watch?v=gMScF4nhiQU

Następnego dnia obudziłam się wyjątkowo późno. Za oknem pogoda była okropna, bardziej przypominała jesień niż lato. Krople deszczu uderzały o parapet, wprawiając mnie w jeszcze gorszy nastrój. Nie chcąc marnować reszty dnia, wstałam z łóżka i udałam się do łazienki. Po drodze złapałam jakiś sweter i bordowe rurki. Ubrałam się i 'odbyłam' poranną toaletę, zrobiłam delikatny makijaż i ubrałam w wybrane ciuchy. Akurat kiedy wychodziłam, usłyszałam dzwonek do drzwi. Sądziłam że Sophie otworzy, więc zajęłam się czymś, co już wcześniej miałam w planach - ogarnianiem mojego pokoju. Po chwili znów ktoś dobijał się do drzwi. Doszłam do wniosku, że Sophie nie ma w domu. Powolnym krokiem udałam się zobaczyć kto jest tak niecierpliwy. W drzwiach ujrzałam Harry'ego. Zdziwiłam się trochę jego widokiem. 
- Mogę wejść? - zapytał po chwili niezręcznej ciszy. Nie odpowiedziałam nic, przesunęłam się jedynie, robiąc mu miejsce. Bez zastanowienia wszedł do środka. Udałam się za nim i już po chwili obydwoje staliśmy w salonie.
- Więc... - zaczęłam trochę niepewnie. Szczerze mówiąc to było mi trochę głupio z powodu ostatnich wydarzeń jakich chłopak był świadkiem. Zauważyłam że Harry patrzy na mnie wyczekująco. Czułam, że ta rozmowa nie będzie należała do łatwych. Wbrew pozorom zdążyłam już trochę przywiązać się do niego. Nie byłam pewna czy wyjdzie mi to na dobre. 'Wszelkie przywiązanie jest koniec końców źródłem bólu...' - Może usiądziemy? - tym razem to on bez słowa wykonał 
moje polecenie. Zajęłam miejsce obok niego.
- Posłuchaj - moje oczy powędrowały w jego stronę. - wiem, że może nie znamy się jeszcze szczególnie długo, ale zdążyliśmy trochę się poznać i  zależy mi na tobie. Nie chcę... Nie pozwolę na to, żebyś niszczyła sobie życie. Nie mogę patrzeć jak bliska mi osoba spada na dno. Pomogę ci. Wyjdziesz z tych wszystkich kłopotów, w które się wpakowałaś... - patrzył na mnie wzrokiem pełnym nadziei, ale też niepewności.
- Harry, ja naprawdę nie wiem co mam ci powiedzieć...
- Pozwól po prostu sobie pomóc. 
- Ja... Dobrze... - nie byłam w stanie wydusić z siebie niczego innego. Po moim policzku spływały łzy. Sama nie wiem dlaczego. Kiedyś obiecałam sobie, że nie będę płakać, że nie pozwolę nikomu zbliżyć się do mnie, bo prędzej czy później zrani mnie. A teraz? Siedzę tutaj, w kompletnej rozsypce i przytulam kogoś, kogo mogę nazwać przyjacielem. Bo mogę, prawda?
- Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć - spojrzał na mnie i uniósł lekko moją głowę, tak abym i ja spojrzała w jego oczy. Miał cudowne zielone oczy...
- Dziękuję. - odpowiedziałam, starając się powstrzymać łzy. Przecież nie miałam teraz powodów do płaczu - przeciwnie - miałam kogoś bliskiego przy sobie.
- To co chcesz dzisiaj robić? - zapytał z uśmiechem na twarzy.
- Hmm... Nie wiem. W taką pogodę, najchętniej nic. - odparłam po chwili namysłu.
- To może seans filmowy tak na poprawę humoru?
- Może być. Potrzebujemy tylko mnóstwo jedzenia i kilka dobrych filmów. - muszę przyznać, że nastrój zdecydowanie mi się poprawił. - Więc może ja skocze to sklepu naprzeciwko a ty wybierzesz filmy? - zapytałam.
- Okej. - przytaknął.
- Tam leżą - wskazałam na szafkę, w której znajdowały się różnego rodzaju płyty. - To ja zaraz wracam! - powiedziałam i opuściłam salon. Na nogi wciągnęłam szybko trampki i byłam gotowa. Szybko udałam się do sklepu i kupiłam dużo słodyczy i czekoladowe lody. Na szczęście nie było kolejki więc po chwili znów stałam w windzie. Kiedy zatrzymała się na moim piętrze, wyszłam i wróciłam z powrotem do Harry'ego.
- Już jestem! - krzyknęłam na progu. Zdjęłam buty i zakupami i poszłam do salonu. Rzuciłam na kanapę i usiadłam obok.
- Może być? - zapytał podając mi jakieś dwie płyty. Spojrzałam na tytuły. Pierwsza była jakaś komedia, drugi jakiś horror.
- Spoko. Najpierw komedie. - odpowiedziałam. Harry włączył film i usiadł obok mnie. Przez cały film wygłupialiśmy się i gadaliśmy o różnych bzdurach. Potem nadszedł czas na horror. Poszłam tylko po koc, bo zrobiło się chłodno i przykryłam nas oboje. Nie należę do osób, które boją się tego typu filmów więc miałam niezły ubaw z Harry'ego który cały czas zakrywał oczy. Po skończonym filmie uporządkowaliśmy salon. Spojrzałam na zegarek - było już po 11. Zrobiłam się śpiąca.
- Widzę, że chcesz już iść spać? Ja jutro mam wywiad więc lepiej będę się już zbierał.
- Dobrze. Jeszcze raz bardzo ci dziękuję za wszystko.
- Nie ma za co, naprawdę. Mam nadzieję, że uda nam się jutro spotkać. - mówił ubierając buty i bluzę.
- No to do zobaczenia - powiedziałam i przytuliłam go na pożegnanie.
- Pa - odpowiedział i wyszedł. Zamknęłam drzwi i poszłam prosto do swojego pokoju. Przebrałam się szybko w coś do spania i położyłam się. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że nie widziałam Sophie przez cały dzień. No ale w końcu to jej sprawa. Byłam bardzo zmęczona więc prawie od razu zasnęłam...
_________________________________________

No więc na początek bardzo przepraszam, że tak długo nie dodawałam, ale wystawianie ocen i poprawki...
W każdym razie mam nadzieję, że wam się podoba! :)


czwartek, 27 grudnia 2012

Rozdział 9

Tytuł: "Czego ode mnie chcesz?"
Perspektywa: Sophie Lawrence

Pewnie znów wylądowalibyśmy w łóżku, ale zorientowałam się, że nie mogę do tego dopuścić. Nie mogę uprawiać seksu z Zayn'em. Dlaczego? Bo kocham Williama. To on jest panem mego serca, pomimo iż mnie zdradził z moją najlepszą przyjaciółką. Obiecałam sobie, że całkowicie go oleję, że nie pozwolę sobie na takie traktowanie. Miałam wyrzucić go z mojego serca, ale nasze ostatnie spotkanie dało mi do zrozumienia, że choćbym nie wiem jak się starała, nie przestanę go kochać. Nigdy. Mówią, że stara miłość nie rdzewieje. Coś w tym chyba jest. Dlatego też postanowiłam zerwać z Zayn'em wszelkie kontakty. Wiem, że to głupie, bo mieszkamy na przeciwko siebie i wylądowaliśmy razem w łóżku, ale muszę o nim zapomnieć.
- Zayn stój. - wyszeptałam między pocałunkami, jednak chłopak zignorował moją prośbę. - Przestań, słyszysz! - uniosłam się i odepchnęłam Malika. Zdezorientowany mulat patrzył na mnie z niedowierzaniem. - Ja... nie mogę. - wyjaśniłam szeptem. Pytający wzrok Zayn'a spowodował, że zaczęłam mu się tłumaczyć. Sama nie wiem dlaczego. - Posłuchaj... Ja niecały rok temu zakończyłam pewien związek. Dziś spotkałam się z Will'em i zrozumiałam, że nadal go kocham. Postanowiłam dać mu drugą szansę, więc my... nie możemy się dłużej spotykać. Przepraszam. - do moich oczu napłynęły łzy. Nie chciało mi się płakać ze względu na Malika. Po prostu w mojej głowie pojawiły się bolesne wspomnienia... Nieważne. W każdym bądź razie, mulat stał cały czas w tym samym miejscu i patrzył się gdzieś w przestrzeń. 
- Przynajmniej wiem na czym stoję. - mruknął i chciał opuścić moje mieszkanie, ale mu przeszkodziłam.
- Zayn? - chwyciłam jego nadgarstek. Chłopak odwrócił się, aby na mnie spojrzeć. - Przepraszam. - szepnęłam, a Malik ponownie ruszył w kierunku drzwi wyjściowych. Zrobiłam to samo. W końcu ktoś je musiał za nim zamknąć. Po wykonaniu tej czynności, wzięłam z szafki kuchennej tabliczkę czekolady i poszłam do swojego pokoju. Kiedy znalazłam się w środku, zamknęłam drzwi na klucz, po czym położyłam się na łóżku. Nie minęło 5 minut, kiedy pochłonęłam całą mleczną czekoladę. Zawsze tak robię, gdy jestem wściekła i smutna. Chore, no nie? Niby dlaczego miałabym być smutna? Odrzuciłam chłopaka, z którym łączył mnie tylko seks, aby dać szansę temu, którego kocham. Normalny człowiek powinien się cieszyć z tego powodu. Przecież to prawidłowa decyzja. Czyż nie? Miałam świadomość, że dobrze zrobiłam. Mimo to, jakiś wewnętrzny głos mówił mi, że moja decyzja to jeden wielki błąd. Doszłam do wniosku, że to wszystko zależy od perspektywy. Z jednej strony dobrze zrobiłam, bo daję szansę temu, którego kocham. Z drugiej, temu, który zdradził mnie z najlepszą przyjaciółką. Co ja mam kurwa zrobić? Do wróżki się udać? Powiem szczerze: pierwszy raz w życiu nie wiem co mam zrobić, jak się zachować. Po prostu nie wiem. W głowie mam cholerną pustkę. Gdybym tylko miała możliwość poradziłbym się kogoś, nawet Leny. Niestety jest to niemożliwe, ponieważ moja współlokatorka po raz kolejny nie wróciła na noc. Ta to ma beztroskie, kurna, życie! Pff, co ja będę rozpaczać. Jestem twarda! - wmawiałam sobie, ale nie za bardzo mi to pomogło. Nie wiem co się ze mną dzieje. Jeszcze niedawno byłam inna. Taka... bezuczuciowa, arogancka, niezależna, a teraz? 
Postanowiłam odreagować. Przebrałam się w skórzaną małą-czarną z baskinką i szpilki w tym samym kolorze. Włosy wyprostowałam i związałam w wysoką kitkę, po czym opuściłam mieszkanie i udałam się do pobliskiego klubu. Muszę przyznać, że miałam mały problem z trafieniem, ponieważ szłam tam po raz pierwszy i nie zdążyłam zapoznać się z tą częścią miasta. Po jakiś 20 minutach, w końcu dotarłam na miejsce. Ochroniarze bez problemu mnie wpuścili. Z resztą widziałam jak wchodzą tu nawet 15-latki, więc co ja się w ogóle dziwię. Trzeba będzie znaleźć jakiś lepszy klub, ale nie dziś. Kiedy znalazłam się w środku, od razu uderzył mnie charakterystyczny zapach takich miejsc. Mieszanina perfum, papierosów, alkoholu i potu. Jedno słowo określające tę woń: fuj! Ale idzie się przyzwyczaić. Pierwsze co zrobiłam, to podeszłam do baru, aby zamówić jakiś napój z odrobiną procentów. Barman podał mi zamówionego przeze mnie drinka, którego od razu wypiłam i ruszyłam na parkiet. Początkowo tańczyłam solo, jednak potem dołączył do mnie jakiś wysoki chłopak. Jeśli chodzi o jego fryzurę... Hmm. Wyglądał tak, jakby miał na głowie mop pokręcony lokówką. Jednak chłopak sam w sobie był przystojny, a te kędziorki dodawały mu uroku. Nagle mój partner od tańca zaproponował mi drinka. Dla mnie byłby to już drugi w ciągu 15 minut, ale nie mam w zwyczaju odmawiania alkoholu. Z resztą innych używek również. Jestem kulturalna w końcu, no nie? Rodzice uczyli mnie asertywności, ale teraz można powiedzieć, że nie mam i nigdy nie miałam rodziców, więc... tak jakby nikt mnie niczego nie nauczył. Byłam samodzielna. Zawsze. Chłopak pociągnął mnie w stronę baru. Tylko jedno krzesło było wolne, więc jak przystało na dżentelmena, ustąpił mi miejsca.
- Może zechcesz mi zdradzić swoje imię? - zapytał uśmiechając się zalotnie.
- Sophie... Jestem Sophie. - przedstawiłam się odwzajemniając gest.
- Harry. - podał mi rękę, którą uścisnęłam. 
Nagle poczułam potrzebę skorzystania z toalety, więc grzecznie przeprosiłam nowego kolegę i udałam się tam, gdzie król chodzi piechotą. Weszłam do jednej za kabin, zrobiłam to, co miałam zrobić, po czym umyłam ręce i "przypudrowałam nosek". Nagle usłyszałam za sobą znajomy mi głos.
- Ooo, Lawrence. Dawno się nie widziałyśmy. Pamiętasz mnie jeszcze?
- Emily. - wysyczałam przez zęby spoglądając na dziewczynę.
- Też się cieszę, że cię widzę złotko. - uśmiechnęła się sztucznie.
- Czego ode mnie chcesz? - warknęłam. Brunetka zaśmiała się na moje słowa. Jednak nie był to sympatyczny śmiech. Był on chamski, wrogi i sarkastyczny. Przy tym tak głośny, że aż uszy bolały.
- Jak myślisz... Czego ja mogę od ciebie chcieć? - zapytała zbliżając się do mnie.
- Nie licz na to. - powiedziałam, gdy domyśliłam się o co jej chodzi.
- Skarbie, chyba nie chcesz, aby pewne zdjęcia i filmiki wyciekły do internetu, co? - ton jej głosu był przesłodzony tak bardzo, że mocniej się chyba już nie dało.
- O czym ty mówisz? Jakie zdjęcia? - dopytywałam zirytowana tą całą sytuacją.
- Na przykład jak handlujesz narkotykami, jak grozisz Chuck'owi przystawiając mu lufę do głowy... - zaczęła wymieniać.
- Dobra, skończ już. Czego chcesz? - przerwałam jej.
- Ciebie. - szepnęła i wpiła się w moje usta. Wiedziałam do czego za chwilę te dziewczyna doprowadzi, ale nie miałam innego wyjścia. Nienawidzę tej suki! Z obrzydzeniem odwzajemniałam jej pocałunki. Brunetka pociągnęła mnie do jednej z kabin. Nie muszę chyba opisywać co się tam działo. Na szczęście był to tylko szybki numerek. Niestety tej dziwce nigdy jeden raz nie wystarcza. Powiem szczerze: czuję się zgwałconą. Pewnie teraz pomyślicie dlaczego nie mogę tego po prostu zgłosić na policję? Otóż, gdybym tak zrobiła, Emily przekazałaby im wszystkie zdjęcia i filmy, na których handluję narkotykami itp. Kurwa, w co ja się wplątałam!
Kiedy skończyłyśmy, poprawiłam rozmazany od łez makijaż i wróciłam do Harry'ego. Niestety nie miałam już ochoty na dalszą zabawę, więc przeprosiłam go i udałam się do domu. Chłopak chciał mnie odprowadzić, jednak ja byłam nieugięta i nie pozwoliłam na to. Potrzebowałam samotności.
Spokojnie, powoli wróciłam do apartamentu, który musiałam dzielić z dziewczyną, która szlaja się gdzieś po nocach i nie wiadomo co robi. Na miejscu znalazłam się po 10 minutach. Otworzyłam drzwi i pierwszą rzeczą, którą zrobiłam po wejściu do środka, było zdjęcie szpilek. Następnie udałam się do łazienki. Po drodze usłyszałam krzyk Leny:
- Gdzie byłaś?
- To cię chyba nie powinno interesować. Mnie nie obchodzi co robisz, gdy nie wracasz do domu na noc, więc ciebie niech nie obchodzi co robię ja. - odparłam. Miałam dosyć zachowania tej dziewczyny, pomimo tego, że praktycznie z nią nie rozmawiam. Może to i lepiej. 
- Przepraszam, że chciałam być miła. - powiedziała stając na przeciwko mnie. 
- Mhmm. - prychnęłam i poszłam do siebie. Dziewczyna uczyniła to samo.
Wzięłam czystą bieliznę i poszłam się wykąpać. Nalałam do wanny gorącej wody, wsypałam płatki róż i weszłam do środka. Rozluźniłam wszystkie mięśnie, zamknęłam oczy i zaczęłam się relaksować. Uwielbiam takie chwile, gdy mogę pobyć sama w ciszy i spokoju.
Nagle mój telefon zawibrował, przerywając tym samym błogi stan, w którym się znajdowałam. Spojrzałam na wyświetlacz. Osobą, która postanowiła do mnie napisać okazała się Emily. 

"Spotkajmy się jutro w Hyde Park'u o 2 pm. Mam dla ciebie propozycję."

Super. Wspominałam już, że nienawidzę tej zdziry?
 __________________________________________________

A więc tak. Rozdział jest.
Przepraszam, że dopiero teraz go dodaję, ale wcześniej nie miałam ani weny, ani czasu.
Poza tym problemy z internetem nie szczególnie ułatwiły mi to zadanie.
No cóż, trudno się mówi.
Nie ma żadnych zdjęć, ani muzyki, a rozdział nie jest najlepszy.
To wszystko dzięki temu, że pisałam i nadal piszę to wszystko na komputerze stacjonarnym należącym do moich rodziców. 
Nie mam tu żadnych swoich danych, więc przepraszam za te braki.
Mam nadzieję, że rozdział się jednak podoba i zechcecie zostawić po sobie jakiś ślad...
Na przykład komentarz czy coś :)

piątek, 21 grudnia 2012

Rozdział 8

Tytuł: "Jak powiedziałam, tak zrobiłam..."
Perspektywa: Lena Moore
Muzyka: http://www.youtube.com/watch?v=ZCXUonOBNnQ

Obudziłam się na jakimś dziwnym, twardym i niewygodnym łóżku. Na pewno nie należało do mnie. Podniosłam się na łokciach i rozejrzałam dookoła. Znajdowałam się w dosyć ciemnym, urządzonym na granatowo pokoju. Zgaduję, że należy on do chłopaka. Z tego co pamiętam wczoraj wieczorem siedziałam z Niall'em i Harry'm na kanapie. Oglądaliśmy jakiś nudny horror. No tak. Film był tak nudny, że zasnęłam w połowie. Pewnie nie wiedzieli co ze mną zrobić i zanieśli na górę. Ciekawe kogo to pokój, bo sądząc po bałaganie raczej należy do któregoś z nich. Nie mogłam znaleźć mojego telefonu, żeby zobaczyć, która godzina. Postanowiłam więc wstać. Powoli zwlekłam się z łóżka i udałam w kierunku drzwi. Otworzyłam je i ujrzałam kilka innych drzwi. Dalej znajdowały się schody. Po drodze spojrzałam w lustro i poprawiłam włosy. Zeszłam na dół, gdzie słychać było jakieś rozmowy i śmiechy. Weszłam do kuchni, gdzie jak się okazało siedzieli Harry z Louis'em.
- Witamy śpiącą królewnę!- przywitał mnie uśmiechnięty Lou.
- Yyy hej - odparłam przecierając oczy.
- Zjesz z nami śniadanie? - zapytał Harry, który akurat coś przygotowywał, chyba omlety.
- Która godzina? - zapytałam, ignorując jego pytanie.
- 11
- Tak wcześnie? - nic dziwnego, że jestem niewyspana. No trudno. - to jeśli się nie obrazicie chciałabym pójść do domu, ogarnąć się trochę.
- Jasne. podwieźć cię?
- Nie, poradzę sobie.
- No dobrze.
- Szukałam cię! - powiedziałam kiedy zauważyłam mój telefon leżący na stoliku. Wzięłam go i schowałam do kieszeni. - no to do zobaczenia!
- Pa! Na pewno nie chcesz żeby cię podwieźć?
- Na pewno, pa! - pożegnaliśmy się, po czym wyszłam z ich domu. Pogoda znów dopisywała. Po niecałych 20 minutach stałam już przed drzwiami mojego apartamentu i przeszukiwałam kieszenie w celu znalezienia kluczy. Wreszcie znalazłam i weszłam do środka. Sophie chyba była w domu, ale nie chciałam jej przeszkadzać. Udałam się więc do mojego królestwa. Muszę przyznać trochę się zdziwiłam widokiem jaki zastałam. Panował straszny bałagan. Nie mieszkałam tam długo a już ledwo co dało się otworzyć drzwi. Muszę tu kiedyś posprzątać. Rzuciłam się na łóżko i postanowiłam trochę odpocząć. Sięgnęłam po laptopa i włączyłam go. Weszłam na facebooka, twittera i poczytałam jakieś plotki. Kiedy mi się znudziło, wzięłam coś w co mogłabym się przebrać i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i
ubrałam się w wybrane wcześniej rzeczy. Założyłam jeszcze tylko czarne trampki i byłam gotowa. Haha, ciekawe na co. Napisałam więc do Daniela z pytaniem co robi. Odpisał że nic konkretnego. Już chciałam mu odpisać, jednak usłyszałam pukanie do drzwi. Poszłam otworzyć. W drzwiach zobaczyłam nikogo innego jak Daniela. Chłopak nie czekając na zaproszenie wpakował się do środka i poszedł usiąść w salonie.
- Haha, skoro czujesz się tu jak u siebie to po co pukałeś? - zapytałam rozbawiona jego zachowaniem.
- A tak jakoś głupio było bez niczego wchodzić. - wzruszył ramionami.
- Mhm - usiadłam obok niego. -  to co robimy?
- Może na imprezę? - zapytał, lecz po chwili dodał - tam gdzie ostatnio.
- Okej, dobry pomysł. - w sumie, nic oryginalnego, znowu na jakąś domówkę, ale lepsze to, niż siedzenie w domu.
- To idziemy?
- Spoko - obydwoje wstaliśmy i udaliśmy się do wyjścia. Po drodze zmieniłam tylko buty,  z trampek na szpilki. Podobnie jak ostatnio, szliśmy pieszo. Nie było to jakoś bardzo daleko. Całą drogę przegadaliśmy, więc nawet nie zauważyłam kiedy staliśmy przed wejściem do domu jego znajomego.  Swoją drogą tu ciągle są jakieś imprezy. Ciekawe czy spotkam tu Jack'a albo chociaż Harry'ego, Niall'a...
Weszliśmy do środka. Było już sporo ludzi, impreza dopiero się rozkręcała. Razem z Danielem pogadaliśmy chwilę z 'gospodarzem'. Całkiem miły gość.  Potem obydwoje znaleźli sobie jakieś laski i tyle ich widziałam. Poszłam więc napić się. Wzięłam drinka i dosiadłam się do grupki nieznanych mi wcześniej chłopaków. Wśród nich dostrzegłam Jack'a. Rozmawialiśmy trochę, piliśmy, ogólnie była świetna atmosfera. Poczułam, że chcę mi się pić, a swojego ostatniego drinka już dawno wypiłam. Oświadczyłam wszystkim, że idę się napić. Jak powiedziałam, tak zrobiłam i już po chwili trzymałam w ręce mój ulubiony napój. Zauważyłam, że podszedł do mnie Jack. Wzrokiem wskazał schody. Zrozumiałam, że chcę udać się w bardziej spokojne miejsce. Poszłam za chłopakiem i wreszcie zostaliśmy sami. 
- To co ostatnio? - zapytał, choć widziałam w jego oczach coś tajemniczego. Chłopak był bardzo pewny siebie, jednak nie przeszkadzało mi to.
- Może być... - powiedziałam najbardziej obojętnie jak potrafiłam. Chłopak nic nie odpowiedział. Wręczył mi jedynie małe kapsułki i oddalił się. Nie zastanawiając się zażyłam je i wróciłam z powrotem na imprezę. Napiłam się jeszcze mojego ulubionego drinka i czułam się świetnie.  Gdzieś w oddali dostrzegłam Harry'ego. On chyba też mnie zauważył, ponieważ przyszedł przywitać się.  Ja niestety miałam problemy z mówieniem. W moim wykonaniu musiało to śmiesznie wyglądać. Harry widocznie zaniepokojony moim zachowaniem postanowił wyprowadzić mnie na zewnątrz. Nie mogłam złapać równowagi więc usiadłam na zimnej posadce. Majaczyłam coś pod nosem, że chcę iść potańczyć...
- Hej - przykucnął przy mnie. - to nie był najlepszy pomysł. - chłopak nie był zły, może raczej zmartwiony, rozczarowany?
- Oj tam...
- Chodź, zabiorę cię do domu.
- Haha no wiesz, tak szybko... - nie myślałam wtedy racjonalnie i gadałam bzdury, jednak na jego twarzy można było dostrzec lekki uśmiech. Co się działo dalej, niestety kolejny raz nie pamiętam...

__________________________________________

No to mamy 8! :D 
Jak wam się podoba?
Piszcie w komentarzach, bo jest to naprawdę motywujące :)

niedziela, 16 grudnia 2012

Rozdział 7

Tytuł: "Będę na ciebie czekał."
Perspektywa: Sophie Lawrence
Muzyka: https://www.youtube.com/watch?v=o_5YIc2LbSk

Rano obudziły mnie delikatne pocałunki, które czułam praktycznie wszędzie. Na twarzy, na ustach, na szyi, na dekolcie... Otworzyłam oczy i ujrzałam Zayn'a.
- Co ty tu robisz? - wymamrotałam przecierając oczy.
- Siedzę. - odpowiedział zmysłowo miziając mnie po ręce.
- To idź stąd. - mruknęłam i chowałam głowę pod poduszkę. Niestety moja prośba nie poskutkowała. Najwidoczniej mój słodki głosik na niego nie działa. - Wynocha! - wrzasnęłam. I jest sukces! Chłopak potulnie opuścił moją sypialnię. Jednak nie mogłam ponownie zasnąć. Wstałam, wzięłam prysznic i poszłam do kuchni, aby zjeść śniadanie. Lena jeszcze spała. Nie budziłam jej. Szczerze mówiąc, to nie za bardzo interesowałam się jej osobą. Dziewczyna jest dorosła, więc nie muszę jej niańczyć. Robi co chce, to w końcu jej życie. Kiedy weszłam do kuchni, zastałam tam Zayn'a, który przygotowywał śniadanie.
- To dla ciebie królewno. - musnął moje usta. Podziękowałam mu i zabrałam się za konsumpcję.
- Zayn. Wyjaśnijmy sobie coś. - zaczęłam. - To, że uprawialiśmy seks, nie znaczy, że coś do ciebie czuję. Po prostu miałam na to wszystko ochotę i spełniłam swoją zachciankę. - powiedziałam, a chłopak patrzył na mnie z niedowierzaniem. - No chyba nie sądzisz, że w ciągu dwóch dni można się zakochać, prawda? - zapytałam.
- Emm, tak. Prawda. - mruknął. - Ja już będę lecieć. Cześć. - dodał po chwili i opuścił mieszkanie trzaskając przy tym drzwiami. Ups, chyba serio pomyślał, że coś do niego poczułam. Idiota. Po zjedzonym śniadaniu postanowiłam się przejść. Udałam się do pobliskiego parku. Siadłam na jednej z wolnych ławek i obserwowałam ludzi tam się znajdujących. Jedni się gdzieś spieszyli, a drudzy, tak jak ja, siadali na ławkach i napawali się tym pięknym dniem. Wokół biegały dzieci, którym sprawiało to na prawdę wiele radości. Żyły tak beztrosko, nie miały żadnych problemów, a ich wyobraźnia sprawiała, że świat je otaczający stawał się piękniejszy. Alejkami spacerowały zakochane pary, trzymając się za ręce i całując co jakiś czas. Gdy obserwowałam tych zakochańców przypomniał mi się związek, w którym byłam niespełna rok temu. Mocno się zakochałam. Byliśmy ze sobą ponad dwa lata. Wierzyłam, że to prawdziwe, silne uczucie. Will codziennie mnie uświadamiał, że jestem miłością jego życia, że nigdy mnie nie zostawi, że jestem jego "jedyną". Teraz wiem ile warte są słowa chłopaka. Jak się okazało William zdradzał mnie przez jakieś pół roku. Wiecie co jest w tym wszystkim "najlepsze"? Że zdradzał mnie z moją najlepszą przyjaciółką. Ufałam im obojgu. Byli dla mnie najważniejsi. Nie mogłam uwierzyć w to wszystko. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego dwie tak bliskie mi osoby zraniły mnie tak cholernie mocno. Dlaczego? Codziennie zadawałam sobie to pytanie. Topiłam smutki w alkoholu, potem narkotykach, aż w końcu starałam się zapomnieć o tym wszystkim uprawiając seks z pierwszym lepszym chłopakiem. Tak, może jestem dziwką, ale ja też mam swoje uczucia. Zrozumiem jeśli ktoś wyzwie mnie od łatwych i puszczalskich. W końcu sama zapracowałam sobie na taką opinię. Jednak nigdy nie zrozumiem tego, jak można kogoś oszukiwać. Kogoś, kto jest dla ciebie cholernie ważny. Przynajmniej tak ci mówił. Nigdy nie pojmę tego, jak można zranić tak mocno drugą osobę. Nigdy...
Nawet nie zauważyłam kiedy, po moim policzku zaczęły spływać łzy. Nie powstrzymywałam ich. Potrzebowałam uwolnić się od tych wszystkich wspomnień. Niestety płacz nie wykasuje mi ich wszystkich z pamięci, ale przyniesie chociaż jakąś ulgę.
Nagle dosiadł się do mnie jakiś chłopak. Niestety łzy uniemożliwiały mi rozpoznanie go.
- Chusteczkę? - zapytał. Znałam ten głos. Doskonale go znałam. Wyrwałam chusteczkę z dłoni chłopaka i otarłam łzy. Chciałam wstać i odejść, jednak on mi na to nie pozwolił. Chwycił mój nadgarstek i pociągnął w dół tak, że z powrotem siedziałam na ławce.
- Czego chcesz? - spytałam oschle.

- Chcę ci powiedzieć, że to co zrobiłem było największym błędem w moim życiu. Kochałem cię i nadal kocham. Nigdy nie przestałem. Nigdy, rozumiesz to? - odpowiedział patrząc prosto w moje oczy.
- Hahahahahaha. - wyśmiałam go z kpiną. - Kochasz mnie tak? Nie bądź śmieszny, Will. Gdyby tak było, nie zdradziłbyś mnie. Nie poszedł byś do Alice. Gdybyś mnie kochał, powiedziałbyś jej jak jest na prawdę. Nie zostawiłbyś mnie dla mojej najlepszej przyjaciółki. - powiedziałam starając się być opanowaną.
- To ty mnie do cholery zostawiłaś! - krzyknął.
- Ja cię zostawiłam?! To ty mnie kurwa zdradziłeś, nie ja! To nie ja uprawiałam seks z innymi, gdy byłam w związku z tobą. Kiedy byliśmy razem nie spojrzałam na żadnego innego chłopaka, bo tylko ty się liczyłeś! A ty, kurwa, co?! Ty wolałeś moją najlepszą przyjaciółkę! Jesteś żałosny! - wrzeszczałam i zaczęłam biec w nieznanym mi kierunku. Jeszcze nie zdążyłam zapoznać się z miastem.
- Sophie! Sophie stój! - słyszałam za sobą jego głos, ale nie zatrzymywałam się. Nagle poczułam jak szarpie mnie za dłoń, co powoduje, że staję na wprost niego zdecydowanie za blisko. Nasze ciała się stykają, a oddechy mieszają. Znów tonę w tych jego wspaniałych, brązowych tęczówkach. Nagle chłopak mnie całuje. Nie potrafię przerwać tej czynności. Nie odwzajemniam pocałunku, ale go nie przerywam. Co się ze mną dzieje? Przecież on mnie zdradził! Właśnie do mnie dotarło, ze pomimo tego, ze zerwałam z nim rok temu, moje uczucie nie wygasło. Nadal go kocham. Wciąż mam świadomość, że wolał moją przyjaciółkę, ale nie potrafię go nie kochać. Zaczęłam odwzajemniać pocałunek, natomiast chłopak go pogłębił. Z każdą chwilą robiliśmy to coraz bardziej zachłannie.
- Sophie, wróć do mnie, błagam. Nie potrafię bez ciebie normalnie funkcjonować. - wyszeptał.
- Jakoś dawałeś sobie radę przez ten rok. - mruknęłam spuszczając wzrok.
- Nawet nie wiesz ile mnie to kosztowało. - odpowiedział.
- Powiedz... Alice cię rzuciła? - spytałam z kpiną w głosie.
- Nie. Ja ją. Za każdym razem, gdy na nią spoglądałem widziałem ciebie. Za każdym razem, gdy smakowałem jej ust, czułem twoje. Każdej nocy myślałem i śniłem o tobie. Nie o Alice. To ty jesteś moją największą miłością. To ty jesteś moim największym marzeniem. To ty jesteś całym moim światem. Kocham cię. - powiedział muskając co chwila moje usta. Nie wiedziałam co mam robić, jak się zachować. Dać mu jeszcze jedną szansę, czy sobie odpuścić. Co jeśli zdradzi mnie po raz kolejny? Co jeśli znowu mnie zrani? 
- Will, daj mi to wszystko przemyśleć, okej? Ja nie wiem co ja mam robić... Przepraszam. - szepnęłam i ze łzami w oczach wróciłam do domu.
- Będę na ciebie czekał. Nieważne jak długo. Będę! - krzyknął, gdy byłam już jakieś 20 metrów od niego.
Wróciłam do domu i udałam się do swojego pokoju. Nie wiedzieć czemu zaczęłam płakać jak bóbr. Kiedy się ogarnęłam poszłam do kuchni, aby zrobić sobie coś do jedzenia. Wybiła godzina 15:00 i Lena postanowiła wreszcie się zbudzić. Dziewczyna nie do końca kontaktowała, a ja nie miałam zamiaru na rozpoczynanie rozmowy. Nie chodziło tu o to, ze jestem chamska czy nie kulturalna, ale o to, ze przez dzisiejsze wydarzenia, nie miałam najmniejszej ochoty na pogaduszki. Wiedziałam, że rozmowa na temat dnia dzisiejszego skończy się moim płaczem, przez który musiałabym się ze wszystkiego tłumaczyć, a tego nie chciałam. Zdecydowanie.
Nagle dziewczyna postanowiła przerwać ciszę, która panowała w kuchni pytaniem jak dotarła wczoraj do domu. Nie chciałam, aby wiedziała, że ja i Harry się dobrze znamy, a co gorsza jesteśmy rodzeństwem przyrodnim. Dlatego też odpowiedziałam, że... jakiś chłopak. Po zjedzonym posiłku udałam się do siebie do pokoju. Aby zabić czas, zaczęłam oglądać "Burleskę". Genialny film! Kiedy mój seans filmowy się skończył, mój telefon zawibrował. Spojrzałam na wyświetlacz i ujrzałam numer Zayn'a.

"Możemy się spotkać? Zayn."
"Mieszkasz naprzeciwko mnie. Nie możesz po prostu przyjść bez zapowiedzi, tak jak to zwykle robisz?"

Nie odczekałam się odpowiedzi. W zamian za to usłyszałam głośne stukanie do drzwi. Tak jak myślałam, był to Malik. Kiedy otworzyłam drewniane wrota, chłopak bez słowa skierował się do mojego pokoju.
- Ej, ja tu jestem! - krzyknęłam za nim zamykając drzwi.
- A ja tu! - odpowiedział równie głośno. Po usłyszeniu tych słów natychmiastowo udałam się do swojej sypialni. 
- O czym chciałeś porozmawiać? - zapytałam dosyć spokojnie, siadając na łóżku.
- O nas. - mruknął.
- Nie ma nas, Zayn. To była tylko jedna noc. Nic więcej. - odpowiedziałam.
- A więc chcesz mi powiedzieć, że... - zaczął.
- Spokojnie, możesz nazwać mnie puszczalską dziwką i szmatą, ale nie możesz mnie oceniać w ogóle mnie nie znając. - powiedziałam. Wiedziałam jakie słowa cisną mu się na usta, ale nie potrafił ich wypowiedzieć. Bał się. Bał się, że mnie zrani. Trudno, jakoś to przeboleję. Nie obchodzi mnie jego opinia na mój temat.
- Chciałem powiedzieć, że mnie wykorzystałaś, ale skoro tak uważasz...
- To nie zaprzeczysz, prawda? - dokończyłam za niego. Jego odpowiedzią byłą spuszczenie wzroku.
- Nie wstydź się. Możesz myśleć o mnie co chcesz, ale pamiętaj, że ty wcale nie zaprzeczałeś. Mogłeś mnie powstrzymać, a poszedłeś ze mną do łóżka niczym potulny baranek. Ja też mogę powiedzieć, że jesteś męską dziwką i uprawiasz seks z pierwszą lepszą. - posłałam mu zwycięski uśmieszek.
- Nie możesz mnie oceniać. - mruknął.
- Właśnie o tym mówię. Ty też nie możesz. To, ze poszłam do łóżka z tobą, nie znaczy, że robię to każdej nocy z innym, no nie? - powiedziałam. - Wiesz co... Myślę, że ta rozmowa prowadzi donikąd, więc możesz już iść. - dodałam po chwili.
- Dlaczego taka jesteś? - zapytał zatrzymując się przy drzwiach.
- Jaka? - odparłam zdziwiona jego pytaniem.
- Taka... chamska, niedostępna, szczera do bólu. - wyjaśnił.
- To chyba nie powinno cię interesować. W końcu jestem dziwką. Kogo obchodzi co one czują? - warknęłam.
- To ty powiedziałaś, ze nią jesteś, nie ja. - odburknął.
- Tak, ale gdybyś tak nie uważał, zaprzeczyłbyś. - powiedziałam.
- Możesz w końcu przestać?! - krzyknął.
- Co?! - spytałam równie głośno.
- Wmawiać sobie, że jesteś tą cholerną dziwką! Wiesz, że nie jesteś to dlaczego cały czas drążysz ten temat! - wrzasnął.
- A nie mam racji?! 
- Nie, kurwa! - po tych słowach złączył nasze usta w agresywnym, ale namiętnym pocałunku.
__________________________________

No to jest 7 rozdział. Co o nim sądzicie?
Męczyłam się nad nim cały dzień i szczerze mówiąc, nawet jestem zadowolona.
Jednak to nie moje zadanie go oceniać, tylko wasze, dlatego czekam na komentarze :) x