Tytuł: "Ahh tak, coś tam kojarzę."
Perspektywa: Lena Moore
Muzyka: http://www.youtube.com/watch?v=txBfhpm1jI0
Nastęnego dnia obudził mnie jakiś hałas w kuchni. Nie zwróciłam na to szczególnej uwagi. Sięgnęłam po telefon żeby zobaczyć, która godzina... 15?! No tak, wczoraj musiała być niezła impreza, szkoda tylko, że nie za wiele pamiętam. Postanowiłam więc wstać i pójść się trochę ogarnąć. Okropnie bolała mnie głowa. Szczerze mówiąc to bałam się spojrzeć w lustro. Powoli zwlekłam się z łóżka i skierowałam do łazienki, po drodze zgarniając jakieś ciuchy, bo jak na razie wciąż byłam w sukience. Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się i w tej chwili powinnam powiedzieć, że czułam się jak nowo narodzona. Nie tym razem, bo niestety nadal czułam się fatalnie. Przejrzałam się w lustrze. Miałam jakoś dziwnie rozszerzone źrenice, po za tym nie było ze mną aż tak źle. Jeszcze tylko pomalowałam się delikatnie, żeby nie wyglądać jak siedem nieszczęść. Powoli powędrowałam do kuchni.
Nie kontaktowałam jeszcze dobrze więc przystanęłam i rozejrzałam się. Sophie jadła śniadanie, a właściwie obiad. Ja nie byłam głodna,
więc zaparzyłam sobie kawę i zajęłam miejsce naprzeciwko niej. Pozostało mi jeszcze jedno pytanie do wyjaśnienia.
- Ymmm Sophie?
- Tak? - dziewczyna przeniosła swój wzrok na mnie.
- Nie wiesz może jak wczoraj wróciłam do domu?
- Jakiś chłopak cię przyniósł... - przerwałam jej.
- Haha przyniósł?
Sophie pokiwała twierdząco głową i również zaśmiała się.
- No tak, pewnie Harry - dopiero teraz przypomniało mi się o moich nowych znajomych, których spotkałam wczoraj. Dziewczyna jakby skrzywiła się na dźwięk wymawianego przeze mnie imienia. Albo może po prostu mi się wydawało. Nieważne.
Nagle usłyszałam dźwięk przychodzącego sms'a, od jakiegoś nieznanego numeru.
'Hej:* Jak tam po imprezie? Może spotkamy się dzisiaj? Harry. '
Skąd on ma w ogóle mój numer? Dobra, mniejsza o to. I tak nie miałam planów na dzisiaj więc odpisałam mu.
'Okej, bardzo chętnie. Gdzie i o której?'
Po chwili dostałam odpowiedź.
'Może wpadniesz do mnie?'
Zgodziłam się, a chłopak wysłał mi swój adres. Założyłam moje ukochane białe martensy i informując przedtem Sophie, wyszłam. Było całkiem ciepło, więc szłam pieszo.
Po drodze słuchałam muzyki i obserwowałam ludzi, jedni spieszyli się nie wiadomo gdzie, a drudzy tak jak ja, szli powoli i cieszyli się piękną pogodą. Po 20 minutach stałam już pod bramą. Muszę przyznać, dom był naprawdę duży.
- Hej - Harry przywitał się ze mną i wpuścił do środka.- chodź do salonu.
Zrobiłam to co mi kazał i oboje usiedliśmy na kanapie. Wnętrze jego domu było bardzo przytulne i ślicznie urządzone.
- Więc co robimy? - zapytałam, bo przecież głupio tak siedzieć w ciszy.
- Dzisiaj nie ma chłopaków więc może obejrzymy jakiś film?
- Dobrze... chwila, 'chłopaków'?
- No tak, mieszkam z kumplami z zespołu.
- Jakiego zespołu? - zapytałam trochę zdziwiona tym faktem. Jakoś wcześniej nie słyszałam, o tym, że mają jakiś zespół.
- No ja i jeszcze czterech moich kumpli mamy zespół, dosyć znany... One Direction, kojarzysz?
- Ahh tak, coś tam kojarzę. I mieszkasz z nimi?
- Tak... - przerwałam mu.
- Ale wczoraj w klubie było ich trzech o ile dobrze pamiętam?
- Tak, Zayn mieszka chwilowo u swojego kumpla, Daniela czy jakoś tak. Niedługo pewnie wróci to poznasz jeszcze jego.
- Właściwie to miałam już okazję go poznać.
- Jak to? - zdziwił się chłopak.
- Daniel jest moim sąsiadem, mieszka naprzeciwko mnie. - wyjaśniłam.
- No tak.. Zayn nie mówił może kiedy ma zamiar wrócić?
- Nie, nic nie wspominał- Odpowiedziałam mu i między nami nastała chwila ciszy. - To co oglądamy? - zapytałam w końcu.
- Hmmmm, horror?
- Okej- zgodziłam się i wyjrzałam przez okno. Na dworze powoli zaczęło się ściemniać.
Nagle usłyszeliśmy dźwięk otwieranych drzwi. Obróciłam się i ujrzałam blondyna, ubranego w dresy i szarą koszulkę. To był chyba Niall. Tak, to na pewno był Niall.
- Heeej - przywitał się z nami, po czym rzucił na kanapę. - Co robicie?
- Właśnie zamierzaliśmy obejrzeć film.
- Okej. Mogę się przyłączyć?- zapytał.
- Jasne - odpowiedziałam mu, a chłopak zajął miejsce obok mnie. Harry włączył jakiś horror, ale szczerze mówiąc dla mnie był bardziej śmieszny niż straszny. Wygłupialiśmy się, trochę rozmawialiśmy, aż w końcu nie wiem kiedy usnęłam...
___________________________________________
Rozdział trochę dziwny jak dla mnie i nie jestem do końca z niego zadowolona.
A wy co sądzicie?
Komentujcie <33
piątek, 14 grudnia 2012
poniedziałek, 10 grudnia 2012
Rozdział 5
Tytuł: "Nie bój się."
Perspektywa: Sophie Lawrence
Muzyka: https://www.youtube.com/watch?v=kFfKb_WEkCE
Na chwilę się od siebie oderwaliśmy tylko po to, abym mogła mu usiąść na kolanach. Gdy to nastąpiło ponowiliśmy wcześniej wykonywaną czynność. Muszę przyznać, że Zayn to zdecydowanie idealny materiał na osobę, która zaspokaja największe oczekiwania dziewczyny jeśli chodzi o pocałunki.
- Chodźmy do mnie... - wymruczałam mu na ucho. Natychmiastowo na jego skórze pojawiła się gęsia skórka. To miłe, gdy tak działa na chłopaka twój szept. Zayn zdziwiony był moim czynem. Najwyraźniej nigdy wcześniej dziewczyna nie proponowała mu czegoś takiego. Chłopak tylko skinął głową, po czym oboje udaliśmy się do mojego apartamentu. Mam nadzieję, że Leny nie będzie.
Droga zajęła nam kilkanaście minut. Oczywiście nie obyło się od pocałunków. W końcu znaleźliśmy się w wielkim apartamentowcu, w którym mieszkałam. Wjechaliśmy windą na 8 piętro, bo właśnie tam znajdowało się moje mieszkanie, i skierowaliśmy się do apartamentu. Wyjęłam klucz z dresowych spodni, które na sobie miałam i otworzyłam drzwi. Kiedy upewniliśmy się, że apartament jest pusty ponownie zaczęliśmy się całować. Zachłannie, ale namiętnie. Zayn chwycił mnie za uda i podrzucił do góry, co spowodowało, że znalazłam się na jego rękach. Chłopak zaniósł mnie do mojego pokoju, który zamknął na klucz, aby nikt nam nie przeszkodził. Mulat rzucił mnie na łóżko i ponownie złączył nasze wargi kładąc się na moim ciele. Po chwili jednak się zamieniliśmy i to ja znajdowałam się na nim. Brunet wodził swoimi dłońmi po moich plecach i delikatnie muskał moją szyję, co sprawiało mi sporą przyjemność. Chłopak zaczął zdejmować ze mnie bluzkę...
+ 18
Zayn całował mój dekolt schodząc coraz niżej. Kiedy doszedł do stanika zaczął delikatnie "szarpać" go zębami. Kiedy skończył bawić się górną częścią mojej bielizny znów zaczął muskać kolejne partie mojego ciała. Jego wargi w końcu napotkały gumkę od moich dresów, których szybko się pozbył. To samo zrobił ze stanikiem. Kiedy mój biustonosz wylądował w jednym z kątów sypialni, chłopak całował i masował moje piersi. Przygryzał i podlizywał sutki, co mocno mnie podnieciło. Uwielbiałam tę część damsko-męskich pieszczot. Zayn ponownie zaczął składać subtelne pocałunki na moich ustach, które oczywiście odwzajemniłam. Przewróciłam chłopaka na plecy i teraz to ja przejęłam pałeczkę. Całowałam go czule i namiętnie. Zastanawiałam się nad tym, czy nie powinnam być bardziej agresywna i stanowcza, w końcu to tylko kolejny seks z kolejnym chłopakiem, z którym nic mnie nie łączy. Jednak doszłam do wniosku, że mulatowi podoba się tak jak jest. Z resztą mnie też. Ściągnęłam z niego koszulkę i ujrzałam jego umięśniony tors. Był niesamowity! Wodziłam dłońmi po jego świetnie wyrzeźbiony ciele, jednocześnie składając na nim delikatne pocałunki. Kiedy doszłam do spodni poczułam jak "kolega" chłopaka staje. Jest sukces!
Szybko pozbyłam się jego spodni. Na więcej chłopak mi nie pozwolił, ponieważ zrzucił mnie z siebie i po raz kolejny dzisiejszego wieczora przejął dowodzenie. Znów poczuła jego usta i dłonie na każdym centymetrze mojego ciała. Poczułam jak zdejmuje ze mnie majtki. Już po chwili chłopak pieścił językiem moją łechtaczkę. Chyba nie muszę wam mówić, że jest to najczulszy na pieszczoty punkt u kobiety, prawda? No właśnie. I pewnie nie muszę wam mówić, iż po raz kolejny wprawił mnie w podniecenie. Zaczęłam cicho pojękiwać na co chłopak się tylko uśmiechnął. Najwyraźniej sprawiłam mu tym przyjemność. Jeszcze przez chwilę pieścił dolne partie mego ciała, jednak mu przerwałam przyciągając go do siebie i składając na jego ustach długi, namiętny i zachłanny pocałunek. Pozbyłam się jego bokserek i podałam mu prezerwatywę. Muszę przyznać, że "kumpel" mojego dzisiejszego partnera był... duży. Spodobał mi się. Hmm. Inni lubią tulipany, kolor niebieski, szybkie auta, a ja? A ja lubię seks i duże penisy. Dziwne? Może. Oczywiście lubię również wiele innych rzeczy.
Zayn w końcu założył prezerwatywę i delikatnie we mnie wszedł nerwowo spoglądając w moje oczy. Bał się, że może sprawić mi ból. To słodkie...
- Nie bój się. Nie jestem dziewicą. - poinformowałam go. Jego reakcja? Bezcenna. Czy ja na prawdę wyglądam na grzeczną dziewczynkę? Nieważne.
Chłopak przyspieszył i oboje zaczęliśmy głośno sapać i stękać. Górowaliśmy w tym samym momencie. Po tej jakże wspaniałej chwili opadł na wolne miejsce obok mnie i czule musnął moje usta. Odwzajemniłam pocałunek pogłębiając go. Delikatnie wodziliśmy językami po swoich podniebieniach, a kiedy napotkały się na swojej drodze, rozpoczynały zaciętą walkę, która po chwili przeradzała się w gorący taniec. Nasze języki idealnie ze sobą współgrały. To było niesamowite. Nigdy nie czułam czegoś takiego.
koniec sceny + 18
Leżeliśmy w ciszy wtuleni w siebie. O dziwo, milczenie w naszym towarzystwie w ogólne nam nie przeszkadzało. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy i oddychaliśmy spokojnie. Chłopak po raz kolejny dzisiejszego wieczora namiętnie mnie pocałował. Nie protestowałam. Sama zdziwiłam się swoją reakcją. Wcześniej, gdy uprawiałam seks z chłopakami zależało nam tylko na przyjemności. Nawet nie pytaliśmy się o swoje imiona. Z Zayn'em jest inaczej. Nie wiem co się we mnie zmieniło, co on zrobił, ale... to przyjemne uczucie. Tym bardziej, że znamy się dopiero niecałe dwa dni.
Nagle usłyszeliśmy stukanie do drzwi. Oboje spojrzeliśmy na siebie ze zdziwieniem. W końcu Lena ma ze sobą klucze, więc kto to? I znów usłyszeliśmy dźwięk pukania do drewnianych drzwi. Szybko zarzuciłam na siebie koc, którym się owinęłam i wyszłam z pokoju, aby zobaczyć kto postanowił nas odwiedzić. Kiedy otworzyłam drzwi ujrzałam tyłek Leny. Tak tyłek. Dziewczyna była przerzucona przez czyjeś ramię. Niestety nie widziałam kto jest tym "szczęściarzem", ponieważ jej dupsko mi go zasłaniało.
- Czy to tu mieszka Lena? - zapytał znajomy mi głos. Niestety nie mogłam sobie przypomnieć do kogo on należy.
- Tak. Tam jest jej pokój. - odpowiedziałam wskazując kierunek, w którym chłopak powinien się udać. Po chwili usłyszałam krzyk Zayn'a. Szybko pobiegłam do swojej sypialni i co zobaczyłam? Mulata przybijającego piątkę z... zaraz, zaraz. Czy to mój braciszek przyrodni?
- Harry, a co ty tu robisz?! - wykrzyczałam zdziwiona i zirytowana.
- Przyniosłem twoją przyjaciółkę. - wyjaśnił z uśmiechem. No i czemu on się tak szczerzy?
- Współlokatorkę. - sprostowałam ze sztucznym uśmiechem.
- Też tu mieszkasz? - zapytał.
- Nie. Poluję na pająki. - odpowiedziałam z sarkastycznym uśmieszkiem. Chłopak tylko przewrócił oczyma.
- A ty? Co tu robisz? - tym razem Styles zwrócił się do mulata.
- Stoi. Nie widać? - odparłam za niego. Widziałam zakłopotanie bruneta, więc postanowiłam go wyręczyć. Wówczas lokowaty spojrzał na mnie i na niego ubranego do połowy. Na mnie i na niego. Na mnie i na niego. I tak jeszcze kilka razy. Po jakiś pięciu minutach chyba skojarzył o co chodzi.
- No to ja wam nie przeszkadzam. - powiedział podnosząc ręce w geście obronnym, po czym zaczął się wycofywać i już po chwili zniknął z mojego apartamentu. Między mną a Zayn'em nastała niezręczna cisza.
- Pójdę zobaczyć co z nią. - stwierdziłam i udałam się do pokoju blondynki. Sama nie wiem dlaczego to zrobiłam. Zwykle martwię się tylko o siebie, ale jak już wspomniałam trzeba zrobić dobre wrażenie. Poza tym cisza panująca między mną a Zayn'em nie była mi na rękę, więc opuszczenie salonu było dla mnie pewną ucieczką. Weszłam do sypialni dziewczyny i siadłam na łóżku, na którym leżała. Ciężko oddychała, ale nie wyczułam od niej alkoholu, więc nie wiem co mogło być przyczyną jej omdlenia. Nie wnikam. Zostawiłam ją samą zamykając drzwi do jej pokoju, po czym udałam się z powrotem do swojego królestwa. Zayn leżał w moim łóżku, a kiedy weszłam spojrzał na mnie tym swoim uwodzicielskim wzrokiem. Muszę przyznać, że oczy to ma zajebiste. Podniosłam z podłogi jego ciuchy, które po chwili wylądowały na jego twarzy.
- Wynocha z mojego łoża. - powiedziałam stanowczo, a on tylko spojrzał na mnie zdziwiony. Chyba nie dotarło jeszcze do niego to, co przed chwilką powiedziałam. - No już! - ponagliłam go. Mulat powoli podniósł się z łóżka i spojrzał na mnie błagająco.
- To gdzie ja mam spać? - zapytał robiąc minę zbitego psa.
- Mieszkasz w apartamencie na przeciwko. Myślę, że właśnie tam. - odpowiedziałam z chytrym uśmieszkiem.
- Kiedy ja nie mam kluczy, a Daniel pewnie już śpi, bo nie wiem czy zauważyłaś, jest 2:34 w nocy! - ostatnie słowa mocno podkreślił. Przewróciłam tylko oczyma i dałam mu koc, którym byłam owinięta. Nie wstydziłam się mojego ciała, więc stanie przed nim nago w żaden sposób mi nie przeszkadzało. Z resztą, jemu też nie. Mogę śmiało powiedzieć, że nawet mu się spodobało. Po czym to poznałam? Jego "kolega" znów dawał o sobie znać. Jakiś niewyżyty jest ten Zayn, haha!
- Zostaje ci kanapa w salonie. - powiedziałam obojętnie wskazując na pomieszczenie, w którym spać miał mulat.
- Ekhm. Nie będzie ci zimno? - zapytał nieśmiało, co było urocze.
- Nie. Jest mi gorąco, więc raczej nie zmarznę. - odparłam wzruszając ramionami.
- To ja tak pewnie na ciebie działam, co?
- Chciałbyś. - po tych słowach wypchnęłam go z pokoju. Następnie drzwi zamknęłam na klucz, a gdy miałam pewność, że nikt mi nie przeszkodzi, wskoczyłam szybko pod prysznic. Gdy skończyłam się myć założyłam na siebie jedną z koronkowych koszulek nocnych i poszłam spać.
____________________________________
Hmm. Klapa!
Nie jestem dobra w pisaniu erotycznych scenek, jak widać.
Beznadziejnie mi to wyszło, ale ze względu na to, że jestem leniwa nie mam zamiaru usuwać tego wszystkiego i pisać od początku. Dlatego zostawiam tak jak jest.
Komentujcie ;)
Perspektywa: Sophie Lawrence
Muzyka: https://www.youtube.com/watch?v=kFfKb_WEkCE
W rozdziale ukazana jest scena erotyczna, która zostanie wcześniej oznaczona,
więc jeśli ktoś nie chce jej czytać, nie musi.
Zaznaczę jej koniec i początek.
Na chwilę się od siebie oderwaliśmy tylko po to, abym mogła mu usiąść na kolanach. Gdy to nastąpiło ponowiliśmy wcześniej wykonywaną czynność. Muszę przyznać, że Zayn to zdecydowanie idealny materiał na osobę, która zaspokaja największe oczekiwania dziewczyny jeśli chodzi o pocałunki.
- Chodźmy do mnie... - wymruczałam mu na ucho. Natychmiastowo na jego skórze pojawiła się gęsia skórka. To miłe, gdy tak działa na chłopaka twój szept. Zayn zdziwiony był moim czynem. Najwyraźniej nigdy wcześniej dziewczyna nie proponowała mu czegoś takiego. Chłopak tylko skinął głową, po czym oboje udaliśmy się do mojego apartamentu. Mam nadzieję, że Leny nie będzie.
Droga zajęła nam kilkanaście minut. Oczywiście nie obyło się od pocałunków. W końcu znaleźliśmy się w wielkim apartamentowcu, w którym mieszkałam. Wjechaliśmy windą na 8 piętro, bo właśnie tam znajdowało się moje mieszkanie, i skierowaliśmy się do apartamentu. Wyjęłam klucz z dresowych spodni, które na sobie miałam i otworzyłam drzwi. Kiedy upewniliśmy się, że apartament jest pusty ponownie zaczęliśmy się całować. Zachłannie, ale namiętnie. Zayn chwycił mnie za uda i podrzucił do góry, co spowodowało, że znalazłam się na jego rękach. Chłopak zaniósł mnie do mojego pokoju, który zamknął na klucz, aby nikt nam nie przeszkodził. Mulat rzucił mnie na łóżko i ponownie złączył nasze wargi kładąc się na moim ciele. Po chwili jednak się zamieniliśmy i to ja znajdowałam się na nim. Brunet wodził swoimi dłońmi po moich plecach i delikatnie muskał moją szyję, co sprawiało mi sporą przyjemność. Chłopak zaczął zdejmować ze mnie bluzkę...
+ 18
Zayn całował mój dekolt schodząc coraz niżej. Kiedy doszedł do stanika zaczął delikatnie "szarpać" go zębami. Kiedy skończył bawić się górną częścią mojej bielizny znów zaczął muskać kolejne partie mojego ciała. Jego wargi w końcu napotkały gumkę od moich dresów, których szybko się pozbył. To samo zrobił ze stanikiem. Kiedy mój biustonosz wylądował w jednym z kątów sypialni, chłopak całował i masował moje piersi. Przygryzał i podlizywał sutki, co mocno mnie podnieciło. Uwielbiałam tę część damsko-męskich pieszczot. Zayn ponownie zaczął składać subtelne pocałunki na moich ustach, które oczywiście odwzajemniłam. Przewróciłam chłopaka na plecy i teraz to ja przejęłam pałeczkę. Całowałam go czule i namiętnie. Zastanawiałam się nad tym, czy nie powinnam być bardziej agresywna i stanowcza, w końcu to tylko kolejny seks z kolejnym chłopakiem, z którym nic mnie nie łączy. Jednak doszłam do wniosku, że mulatowi podoba się tak jak jest. Z resztą mnie też. Ściągnęłam z niego koszulkę i ujrzałam jego umięśniony tors. Był niesamowity! Wodziłam dłońmi po jego świetnie wyrzeźbiony ciele, jednocześnie składając na nim delikatne pocałunki. Kiedy doszłam do spodni poczułam jak "kolega" chłopaka staje. Jest sukces!
Szybko pozbyłam się jego spodni. Na więcej chłopak mi nie pozwolił, ponieważ zrzucił mnie z siebie i po raz kolejny dzisiejszego wieczora przejął dowodzenie. Znów poczuła jego usta i dłonie na każdym centymetrze mojego ciała. Poczułam jak zdejmuje ze mnie majtki. Już po chwili chłopak pieścił językiem moją łechtaczkę. Chyba nie muszę wam mówić, że jest to najczulszy na pieszczoty punkt u kobiety, prawda? No właśnie. I pewnie nie muszę wam mówić, iż po raz kolejny wprawił mnie w podniecenie. Zaczęłam cicho pojękiwać na co chłopak się tylko uśmiechnął. Najwyraźniej sprawiłam mu tym przyjemność. Jeszcze przez chwilę pieścił dolne partie mego ciała, jednak mu przerwałam przyciągając go do siebie i składając na jego ustach długi, namiętny i zachłanny pocałunek. Pozbyłam się jego bokserek i podałam mu prezerwatywę. Muszę przyznać, że "kumpel" mojego dzisiejszego partnera był... duży. Spodobał mi się. Hmm. Inni lubią tulipany, kolor niebieski, szybkie auta, a ja? A ja lubię seks i duże penisy. Dziwne? Może. Oczywiście lubię również wiele innych rzeczy.
Zayn w końcu założył prezerwatywę i delikatnie we mnie wszedł nerwowo spoglądając w moje oczy. Bał się, że może sprawić mi ból. To słodkie...
- Nie bój się. Nie jestem dziewicą. - poinformowałam go. Jego reakcja? Bezcenna. Czy ja na prawdę wyglądam na grzeczną dziewczynkę? Nieważne.
Chłopak przyspieszył i oboje zaczęliśmy głośno sapać i stękać. Górowaliśmy w tym samym momencie. Po tej jakże wspaniałej chwili opadł na wolne miejsce obok mnie i czule musnął moje usta. Odwzajemniłam pocałunek pogłębiając go. Delikatnie wodziliśmy językami po swoich podniebieniach, a kiedy napotkały się na swojej drodze, rozpoczynały zaciętą walkę, która po chwili przeradzała się w gorący taniec. Nasze języki idealnie ze sobą współgrały. To było niesamowite. Nigdy nie czułam czegoś takiego.
koniec sceny + 18
Leżeliśmy w ciszy wtuleni w siebie. O dziwo, milczenie w naszym towarzystwie w ogólne nam nie przeszkadzało. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy i oddychaliśmy spokojnie. Chłopak po raz kolejny dzisiejszego wieczora namiętnie mnie pocałował. Nie protestowałam. Sama zdziwiłam się swoją reakcją. Wcześniej, gdy uprawiałam seks z chłopakami zależało nam tylko na przyjemności. Nawet nie pytaliśmy się o swoje imiona. Z Zayn'em jest inaczej. Nie wiem co się we mnie zmieniło, co on zrobił, ale... to przyjemne uczucie. Tym bardziej, że znamy się dopiero niecałe dwa dni.
Nagle usłyszeliśmy stukanie do drzwi. Oboje spojrzeliśmy na siebie ze zdziwieniem. W końcu Lena ma ze sobą klucze, więc kto to? I znów usłyszeliśmy dźwięk pukania do drewnianych drzwi. Szybko zarzuciłam na siebie koc, którym się owinęłam i wyszłam z pokoju, aby zobaczyć kto postanowił nas odwiedzić. Kiedy otworzyłam drzwi ujrzałam tyłek Leny. Tak tyłek. Dziewczyna była przerzucona przez czyjeś ramię. Niestety nie widziałam kto jest tym "szczęściarzem", ponieważ jej dupsko mi go zasłaniało.
- Czy to tu mieszka Lena? - zapytał znajomy mi głos. Niestety nie mogłam sobie przypomnieć do kogo on należy.
- Tak. Tam jest jej pokój. - odpowiedziałam wskazując kierunek, w którym chłopak powinien się udać. Po chwili usłyszałam krzyk Zayn'a. Szybko pobiegłam do swojej sypialni i co zobaczyłam? Mulata przybijającego piątkę z... zaraz, zaraz. Czy to mój braciszek przyrodni?
- Harry, a co ty tu robisz?! - wykrzyczałam zdziwiona i zirytowana.- Przyniosłem twoją przyjaciółkę. - wyjaśnił z uśmiechem. No i czemu on się tak szczerzy?
- Współlokatorkę. - sprostowałam ze sztucznym uśmiechem.
- Też tu mieszkasz? - zapytał.
- Nie. Poluję na pająki. - odpowiedziałam z sarkastycznym uśmieszkiem. Chłopak tylko przewrócił oczyma.
- A ty? Co tu robisz? - tym razem Styles zwrócił się do mulata.
- Stoi. Nie widać? - odparłam za niego. Widziałam zakłopotanie bruneta, więc postanowiłam go wyręczyć. Wówczas lokowaty spojrzał na mnie i na niego ubranego do połowy. Na mnie i na niego. Na mnie i na niego. I tak jeszcze kilka razy. Po jakiś pięciu minutach chyba skojarzył o co chodzi.
- No to ja wam nie przeszkadzam. - powiedział podnosząc ręce w geście obronnym, po czym zaczął się wycofywać i już po chwili zniknął z mojego apartamentu. Między mną a Zayn'em nastała niezręczna cisza.
- Pójdę zobaczyć co z nią. - stwierdziłam i udałam się do pokoju blondynki. Sama nie wiem dlaczego to zrobiłam. Zwykle martwię się tylko o siebie, ale jak już wspomniałam trzeba zrobić dobre wrażenie. Poza tym cisza panująca między mną a Zayn'em nie była mi na rękę, więc opuszczenie salonu było dla mnie pewną ucieczką. Weszłam do sypialni dziewczyny i siadłam na łóżku, na którym leżała. Ciężko oddychała, ale nie wyczułam od niej alkoholu, więc nie wiem co mogło być przyczyną jej omdlenia. Nie wnikam. Zostawiłam ją samą zamykając drzwi do jej pokoju, po czym udałam się z powrotem do swojego królestwa. Zayn leżał w moim łóżku, a kiedy weszłam spojrzał na mnie tym swoim uwodzicielskim wzrokiem. Muszę przyznać, że oczy to ma zajebiste. Podniosłam z podłogi jego ciuchy, które po chwili wylądowały na jego twarzy.
- Wynocha z mojego łoża. - powiedziałam stanowczo, a on tylko spojrzał na mnie zdziwiony. Chyba nie dotarło jeszcze do niego to, co przed chwilką powiedziałam. - No już! - ponagliłam go. Mulat powoli podniósł się z łóżka i spojrzał na mnie błagająco.
- To gdzie ja mam spać? - zapytał robiąc minę zbitego psa.
- Mieszkasz w apartamencie na przeciwko. Myślę, że właśnie tam. - odpowiedziałam z chytrym uśmieszkiem.
- Kiedy ja nie mam kluczy, a Daniel pewnie już śpi, bo nie wiem czy zauważyłaś, jest 2:34 w nocy! - ostatnie słowa mocno podkreślił. Przewróciłam tylko oczyma i dałam mu koc, którym byłam owinięta. Nie wstydziłam się mojego ciała, więc stanie przed nim nago w żaden sposób mi nie przeszkadzało. Z resztą, jemu też nie. Mogę śmiało powiedzieć, że nawet mu się spodobało. Po czym to poznałam? Jego "kolega" znów dawał o sobie znać. Jakiś niewyżyty jest ten Zayn, haha!
- Zostaje ci kanapa w salonie. - powiedziałam obojętnie wskazując na pomieszczenie, w którym spać miał mulat.
- Ekhm. Nie będzie ci zimno? - zapytał nieśmiało, co było urocze.
- Nie. Jest mi gorąco, więc raczej nie zmarznę. - odparłam wzruszając ramionami.
- To ja tak pewnie na ciebie działam, co?
- Chciałbyś. - po tych słowach wypchnęłam go z pokoju. Następnie drzwi zamknęłam na klucz, a gdy miałam pewność, że nikt mi nie przeszkodzi, wskoczyłam szybko pod prysznic. Gdy skończyłam się myć założyłam na siebie jedną z koronkowych koszulek nocnych i poszłam spać.
____________________________________
Hmm. Klapa!
Nie jestem dobra w pisaniu erotycznych scenek, jak widać.
Beznadziejnie mi to wyszło, ale ze względu na to, że jestem leniwa nie mam zamiaru usuwać tego wszystkiego i pisać od początku. Dlatego zostawiam tak jak jest.
Komentujcie ;)
niedziela, 9 grudnia 2012
Rozdział 4
Tytuł: "Miał ładne brązowe loki..."
Perspektywa: Lena Moore
Muzyka: http://www.youtube.com/watch?v=ucb3daErKAE
Dokańczałam właśnie jeść śniadanie, kiedy Sophie poszła pozwiedzać okolice, oczywiście zaraz po niej Zayn powiedział mi szybko, że skoro Sophie nie idzie to dotrzyma jej towarzystwa i również gdzieś zniknął. No to zostałam sama. Na szczęście miałam jeszcze drugą opcję do wykorzystania, a mianowicie impreza z Danielem. No cóż zawsze lepsze coś niż nic. Postanowiłam więc napisać do niego i zapytać czy zaproszenie nadal akutualne. W odpowiedzi napisał tylko, że wpadnie po mnie około 20:00. Z tego co mówił, impreza będzie u kogoś znajomego. A jeśli znajomi Daniela są tacy jak on, to będzie na prawdę niezła impreza. Odpowiadają mi takie klimaty, bo poniekąd do nich pasuje. W prawdzie mam tylko jeden tatuaż i są to nutki za uchem, których tak właściwie nie widać, to zawsze uwielbiałam chłopaków takich jak Daniel, który tatuaży miał mnóstwo. Zostało mi jeszcze dużo czasu żeby się przygotować. Postanowiłam więc, że najpierw przejżę facebooka, twittera i jakieś wiadomości. Miało mi to zająć chwilkę, a zajęło ponad dwie godziny. Zdałam sobie sprawę, że komputer to prawdziwy pożeracz czasu. Spojrzałam na zegarek. Była dopiero 15:30, więc nadal miałam sporo czasu.
Wzięłam więc długą, odprężającą kąpiel. Owinęłam się ręcznikiem i ruszyłam do garderoby w poszukiwaniu czegoś, co mogłabym założyć na imprezę. Ponieważ ma to być domówka wybrałam zwykłą czarną bluzkę z krzyżem i szorty z ćwiekami. Wzięłam potrzebne rzeczy i poszłam z powrotem do łazienki przebrać się. Postanowiłam jeszcze pomalować sobie paznokcie na mój ulubiony kolor, czyli na czarno. Potem zrobiłam trochę mocniejszy makijaż i założyłam zwykłe czarne szpilki. Byłam już gotowa ale chłopaka nadal nie było. Usiadłam więc w salonie i zaczęłam czytać jakiś tandetny magazyn. Wreszcie usłyszałam upragniony dzwonek do drzwi. Z wielkim uśmiechem na twarzy poszłam otworzyć. Miałam dobry humor i nic nie mogło mi go popsuć.
- Heeeej - wykrzyknęłam i przytuliłam chłopaka na powitanie.
- Haha miłe powitanie, ale zaraz mnie udusisz - powiedział, a ja puściłam go i stanęłam obok. - ślicznie wyglądasz - powiedział z wielkim bananem na twarzy. Było widać, że również ma dzisiaj doby humor.
- Dziękuję, ale już się tak nie podlizuj. - powiedziałam i wyjęłam klucze z kieszeni - idziemy?
- Jasne. - odpowiedział, a ja zamknęłam drzwi i schowałam klucze z powrotem do kieszeni. Ruszyliśmy w stronę windy. Tak, mieszkaliśmy całkiem wysoko, więc ciężko byłoby iść w wysokich szpilkach po schodach. Po chwili byliśmy już na dworze. Było jeszcze w miarę jasno i ciepło.
- Tak właściwie to gdzie mieszkają twoi znajomi? - zapytałam po chwili ciszy.
- Jakieś dwie ulice dalej.
- To dobrze bo dalej nie zaszłabym w tych butach. - w odpowiedzi chłopak uśmiechnął się do mnie słodko. Szliśmy pieszo, więc na miejscu byliśmy po ok. 15 minutach. Stanęliśmy przed
ogromnym domem. Było już słychać głośną muzykę.
Daniel pociągnął mnie za rękę i weszliśmy do środka. Było mnóstwo ludzi, alkoholu i dymu od papierosów.
- Rozgość się - powiedział, a właściwie krzyknął mój towarzysz, ponieważ muzyka zagłuszała go. Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, bo zanim się obejrzałam chłopaka już nie było. No pięknie. Nikogo tu nie znałam, a dziwnie tak stać i nic nie robić. Postanowiłam pójść do baru. Zajęłam wolne miejsce i poprosiłam o drinka. Wypiłam jednego, potem drugiego, ewentualnie trzeciego... Postanowiłam pójść trochę potańczyć. Tańczyłam z kilkoma osobami, potem z jakimś chłopakiem. Z tego, co zdążyłam zauważyć miał ładne brązowe loki... Przeprosiłam go, ponieważ chciałam pójść napić się czegoś.
- Może usiądziesz ze mną i moimi kumplami? - zapytał, kiedy chciałam odejść. W sumie to dobry pomysł, bo nikogo innego nie znałam, a Daniel poszedł sobie nie wiadomo gdzie.
- Okej - powiedziałam na tyle głośno, aby przebić się przez głośną muzykę. Dziwne, że nie przeszkadza to sąsiadom..
Udaliśmy się w stronę jakiegoś stolika. Po drodze mój nowy znajomy przedstawił mi się.
- Jestem Harry.
- Lena - podałam mu rękę i usiedliśmy przy stoliku, gdzie było już trzech chłopaków.
- Chłopaki to jest Lena - przedstawił mnie swoim kumplom i zwrócił się do mnie - to jest Niall, Louis i Liam.
- Witamy, witamy. Co tak stoicie? Siadajcie. - powiedział jeden z nich, chyba Louis. Zajęłam miejsce z brzegu. Porozmawialiśmy trochę, wypiłam kolejnego już drinka i zobaczyłam Daniela. Byłam nadal zła, że zostawił mnie samą.
- Przepraszam was na chwilkę - powiedziałam i odeszłam szybko, żeby nie zgubić go gdzieś w tłumie.
- Daniel?! - podeszłam do niego i zapytałam z wyrzutem - mogę wiedzieć dlaczego mnie zostawiłeś?
- Przepraszam, musiałem coś załatwić. Jesteś zła? - zapytał z miną kota ze Shreka i nie mogłam się już na niego gniewać.
- Nie jestem, tylko żeby to był ostatni raz - powiedziałam tak, aby zabrzmiało groźnie, ale po chwili obydwoje się śmialiśmy.
- Tak właściwie to chciałem wracać już do domu. Idziesz ze mną?
- Tak wcześnie? Nie, zostanę jeszcze - Było jeszcze zdecydowanie za wcześnie na powrót do domu, więc odmówiłam mu. Pożegnaliśmy się, a po chwili Daniel zniknął.
Postanowiłam pójść do chłopaków, z którymi siedziałam wcześniej, jednak ktoś mnie zatrzymał.
- Hej mała, jesteś tu nowa? - zapytał jakiś nieznajomy.
- Może...
- Jestem Jack - chłopak wydał mi się bardzo tajemniczy.
- Lena - odpowiedziałam trochę niepewnie. Nagle pociągnął mnie za rękę do jakiegoś miejsca, gdzie było mniej ludzi.
- Hej, co robisz?! - zaczęłam krzyczeć, jednak muzyka skutecznie mnie zagłuszała.
- Ciszej! - zaczął mnie uciszać.
- Czego ode mnie chcesz?! - krzyknęłam zirytowana jego dziwnym zachowaniem.
- Ja tu tylko w interesach - powiedział i uśmiechnął się tajemniczo - jesteś nowa więc pewnie mnie nie znasz. Trzymaj. - Powiedział i wręczył mi jakieś tabletki.
- Co to?
- Przecież wiesz. Ja potrzebuję klientów, a ty wyglądasz mi na taką, która umie się dobrze bawić - powiedział i mrugnął do mnie - pierwsze za darmo - dodał, kiedy chciałam coś powiedzieć i odszedł. Ja stałam tak chwilę i zastanawiałam się co zrobić. Przecież pigułki, które trzymałam w ręce miały sprawić, że będę bawić się lepiej. Nic wielkiego. Zażyłam więc 'prezent' od Jack'a i poszłam po jakiegoś drinka. Wzrokiem odszukałam chłopaków, z którymi siedziałam przedtem i przysiadłam się do nich.
- Całkiem długo cię nie było - powiedział jeden z nich.
- Haha jaki ty podejrzliwy - powiedziałam i powoli zaczynałam czuć, że pigułki zaczynają działać.
- Idziemy potańczyć ? - zapytał, chyba Harry. Nie widziałam dokładnie, ponieważ obraz rozmazywał mi się. Zdołałam odpowiedzieć mu, że bardzo chętnie i ruszyliśmy na parkiet. Ostatnie co, pamiętam to taniec, potem film mi się urwał.
_____________________________________________
I jak podoba wam się nowy rozdział?
Tym razem perspektywa drugiej bohaterki, Leny. Piszcie w komentarzach swoje opinie:**
Mam do was ogromną prośbę - o swoich blogach i nowych rozdziałach informujcie nas w zakładce spam <3
Perspektywa: Lena Moore
Muzyka: http://www.youtube.com/watch?v=ucb3daErKAE
Dokańczałam właśnie jeść śniadanie, kiedy Sophie poszła pozwiedzać okolice, oczywiście zaraz po niej Zayn powiedział mi szybko, że skoro Sophie nie idzie to dotrzyma jej towarzystwa i również gdzieś zniknął. No to zostałam sama. Na szczęście miałam jeszcze drugą opcję do wykorzystania, a mianowicie impreza z Danielem. No cóż zawsze lepsze coś niż nic. Postanowiłam więc napisać do niego i zapytać czy zaproszenie nadal akutualne. W odpowiedzi napisał tylko, że wpadnie po mnie około 20:00. Z tego co mówił, impreza będzie u kogoś znajomego. A jeśli znajomi Daniela są tacy jak on, to będzie na prawdę niezła impreza. Odpowiadają mi takie klimaty, bo poniekąd do nich pasuje. W prawdzie mam tylko jeden tatuaż i są to nutki za uchem, których tak właściwie nie widać, to zawsze uwielbiałam chłopaków takich jak Daniel, który tatuaży miał mnóstwo. Zostało mi jeszcze dużo czasu żeby się przygotować. Postanowiłam więc, że najpierw przejżę facebooka, twittera i jakieś wiadomości. Miało mi to zająć chwilkę, a zajęło ponad dwie godziny. Zdałam sobie sprawę, że komputer to prawdziwy pożeracz czasu. Spojrzałam na zegarek. Była dopiero 15:30, więc nadal miałam sporo czasu.
Wzięłam więc długą, odprężającą kąpiel. Owinęłam się ręcznikiem i ruszyłam do garderoby w poszukiwaniu czegoś, co mogłabym założyć na imprezę. Ponieważ ma to być domówka wybrałam zwykłą czarną bluzkę z krzyżem i szorty z ćwiekami. Wzięłam potrzebne rzeczy i poszłam z powrotem do łazienki przebrać się. Postanowiłam jeszcze pomalować sobie paznokcie na mój ulubiony kolor, czyli na czarno. Potem zrobiłam trochę mocniejszy makijaż i założyłam zwykłe czarne szpilki. Byłam już gotowa ale chłopaka nadal nie było. Usiadłam więc w salonie i zaczęłam czytać jakiś tandetny magazyn. Wreszcie usłyszałam upragniony dzwonek do drzwi. Z wielkim uśmiechem na twarzy poszłam otworzyć. Miałam dobry humor i nic nie mogło mi go popsuć.- Heeeej - wykrzyknęłam i przytuliłam chłopaka na powitanie.
- Haha miłe powitanie, ale zaraz mnie udusisz - powiedział, a ja puściłam go i stanęłam obok. - ślicznie wyglądasz - powiedział z wielkim bananem na twarzy. Było widać, że również ma dzisiaj doby humor.
- Dziękuję, ale już się tak nie podlizuj. - powiedziałam i wyjęłam klucze z kieszeni - idziemy?
- Jasne. - odpowiedział, a ja zamknęłam drzwi i schowałam klucze z powrotem do kieszeni. Ruszyliśmy w stronę windy. Tak, mieszkaliśmy całkiem wysoko, więc ciężko byłoby iść w wysokich szpilkach po schodach. Po chwili byliśmy już na dworze. Było jeszcze w miarę jasno i ciepło.
- Tak właściwie to gdzie mieszkają twoi znajomi? - zapytałam po chwili ciszy.
- Jakieś dwie ulice dalej.
- To dobrze bo dalej nie zaszłabym w tych butach. - w odpowiedzi chłopak uśmiechnął się do mnie słodko. Szliśmy pieszo, więc na miejscu byliśmy po ok. 15 minutach. Stanęliśmy przed
ogromnym domem. Było już słychać głośną muzykę.
Daniel pociągnął mnie za rękę i weszliśmy do środka. Było mnóstwo ludzi, alkoholu i dymu od papierosów.- Rozgość się - powiedział, a właściwie krzyknął mój towarzysz, ponieważ muzyka zagłuszała go. Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, bo zanim się obejrzałam chłopaka już nie było. No pięknie. Nikogo tu nie znałam, a dziwnie tak stać i nic nie robić. Postanowiłam pójść do baru. Zajęłam wolne miejsce i poprosiłam o drinka. Wypiłam jednego, potem drugiego, ewentualnie trzeciego... Postanowiłam pójść trochę potańczyć. Tańczyłam z kilkoma osobami, potem z jakimś chłopakiem. Z tego, co zdążyłam zauważyć miał ładne brązowe loki... Przeprosiłam go, ponieważ chciałam pójść napić się czegoś.
- Może usiądziesz ze mną i moimi kumplami? - zapytał, kiedy chciałam odejść. W sumie to dobry pomysł, bo nikogo innego nie znałam, a Daniel poszedł sobie nie wiadomo gdzie.
- Okej - powiedziałam na tyle głośno, aby przebić się przez głośną muzykę. Dziwne, że nie przeszkadza to sąsiadom..
Udaliśmy się w stronę jakiegoś stolika. Po drodze mój nowy znajomy przedstawił mi się.
- Jestem Harry.
- Lena - podałam mu rękę i usiedliśmy przy stoliku, gdzie było już trzech chłopaków.
- Chłopaki to jest Lena - przedstawił mnie swoim kumplom i zwrócił się do mnie - to jest Niall, Louis i Liam.
- Witamy, witamy. Co tak stoicie? Siadajcie. - powiedział jeden z nich, chyba Louis. Zajęłam miejsce z brzegu. Porozmawialiśmy trochę, wypiłam kolejnego już drinka i zobaczyłam Daniela. Byłam nadal zła, że zostawił mnie samą.
- Przepraszam was na chwilkę - powiedziałam i odeszłam szybko, żeby nie zgubić go gdzieś w tłumie.
- Daniel?! - podeszłam do niego i zapytałam z wyrzutem - mogę wiedzieć dlaczego mnie zostawiłeś?
- Przepraszam, musiałem coś załatwić. Jesteś zła? - zapytał z miną kota ze Shreka i nie mogłam się już na niego gniewać.
- Nie jestem, tylko żeby to był ostatni raz - powiedziałam tak, aby zabrzmiało groźnie, ale po chwili obydwoje się śmialiśmy.
- Tak właściwie to chciałem wracać już do domu. Idziesz ze mną?
- Tak wcześnie? Nie, zostanę jeszcze - Było jeszcze zdecydowanie za wcześnie na powrót do domu, więc odmówiłam mu. Pożegnaliśmy się, a po chwili Daniel zniknął.
Postanowiłam pójść do chłopaków, z którymi siedziałam wcześniej, jednak ktoś mnie zatrzymał.
- Hej mała, jesteś tu nowa? - zapytał jakiś nieznajomy.
- Może...
- Jestem Jack - chłopak wydał mi się bardzo tajemniczy.
- Lena - odpowiedziałam trochę niepewnie. Nagle pociągnął mnie za rękę do jakiegoś miejsca, gdzie było mniej ludzi.
- Hej, co robisz?! - zaczęłam krzyczeć, jednak muzyka skutecznie mnie zagłuszała.
- Ciszej! - zaczął mnie uciszać.
- Czego ode mnie chcesz?! - krzyknęłam zirytowana jego dziwnym zachowaniem.
- Ja tu tylko w interesach - powiedział i uśmiechnął się tajemniczo - jesteś nowa więc pewnie mnie nie znasz. Trzymaj. - Powiedział i wręczył mi jakieś tabletki.
- Co to?
- Przecież wiesz. Ja potrzebuję klientów, a ty wyglądasz mi na taką, która umie się dobrze bawić - powiedział i mrugnął do mnie - pierwsze za darmo - dodał, kiedy chciałam coś powiedzieć i odszedł. Ja stałam tak chwilę i zastanawiałam się co zrobić. Przecież pigułki, które trzymałam w ręce miały sprawić, że będę bawić się lepiej. Nic wielkiego. Zażyłam więc 'prezent' od Jack'a i poszłam po jakiegoś drinka. Wzrokiem odszukałam chłopaków, z którymi siedziałam przedtem i przysiadłam się do nich.
- Całkiem długo cię nie było - powiedział jeden z nich.
- Haha jaki ty podejrzliwy - powiedziałam i powoli zaczynałam czuć, że pigułki zaczynają działać.
- Idziemy potańczyć ? - zapytał, chyba Harry. Nie widziałam dokładnie, ponieważ obraz rozmazywał mi się. Zdołałam odpowiedzieć mu, że bardzo chętnie i ruszyliśmy na parkiet. Ostatnie co, pamiętam to taniec, potem film mi się urwał.
_____________________________________________
I jak podoba wam się nowy rozdział?
Tym razem perspektywa drugiej bohaterki, Leny. Piszcie w komentarzach swoje opinie:**
Mam do was ogromną prośbę - o swoich blogach i nowych rozdziałach informujcie nas w zakładce spam <3
środa, 5 grudnia 2012
Rozdział 3
Tytuł: "Zgadnij kto to!"
Perspektywa: Sophie Lawrence
Muzyka: https://www.youtube.com/watch?v=SswjdoAAJb8
Obudził mnie melodyjny, cichy głos stewardessy, który mówił mi, że za chwilkę lądujemy. Wyjęłam słuchawki z uszu i schowałam je do torebki. Przetarłam oczy, przeciągnęłam się, po czym wyjrzałam przez okienko, za którym mogłam już dostrzec Londyn. Wspaniały widok.
Już po chwili samolot podchodził do lądowania. Zaczęłam pakować powoli swoje rzeczy nucąc sobie pod nosem utwór The Beatles - Let it be. W końcu mogłam opuścić latającą maszynę. Nareszcie jestem w Londynie...
*Jakiś czas później*
Stanęłam przed drzwiami, podejrzewam, ogromnego apartamentu. Kilkakrotnie zastukałam do drzwi. Po chwili ujrzałam wysokiego mulata. Stanął w drzwiach i się do mnie szczerzył. Nie rozumiałam powodu jego radości, no ale cóż.
- Czy to tu mieszka Lena Moore? - zapytałam trochę niepewnie.
- Tak. - odparł, a uśmiech nie znikał z jego twarzy.
- Mam coś na czole? - zadałam kolejne pytanie. Powoli irytowało mnie zachowanie bruneta.
- Nie. - usłyszałam kolejną krótką odpowiedź.
- To dlaczego tak na mnie patrzysz?
- Ty jesteś Sophie, tak? - zapytał zmieniając temat.
- Tak i teraz będę tu mieszkać, więc fajnie by było gdybyś wpuścił mnie do MOJEGO nowego mieszkania i pomógł mi z walizkami. - odpowiedziałam. Chłopak otworzył szerzej drzwi umożliwiając mi wejście do środka, po czym wziął moje torby, które już po chwili również znalazły się w apartamencie.
Kiedy znalazłam się w moim nowym domu, jedyne co z siebie mogłam wydusić, to krótkie: WOW!!! Apartament był przepiękny. Ściany holu pomalowano na beżowo i ozdobiono różnymi obrazami przedstawiającymi m.in Marilyn Monroe czy Audrey Hepburn. Podłoga wyłożona była jasnymi panelami, na których położono czerwony, podłużny dywan. Spojrzałam na sufit. Zdobiły go różnorodne rozety i listwy, które wprawiły mnie w zachwyt. Po chwili ujrzałam szczupłą blondynkę, która się do mnie uśmiechała. Odwzajemniłam gest. W końcu trzeba zrobić dobre pierwsze wrażenie, no nie?
- Jestem Lena, a to Zayn, nasz sąsiad. - przedstawiła się i chłopaka ubranego w szary sweter, czarne jeansy i białe air maxy.
- Cześć. Sophie. - podałam rękę obojgu i uśmiechnęłam się najładniej, jak potrafię. Mulat zareagował tak samo. Z resztą, on cały czas się szczerzy. - Gdzie mój pokój? - zapytałam po chwili.
Blondynka zaprowadziła mnie tam, gdzie miałam mieć swoją własną, prywatną przestrzeń. Otworzyła jedne z białych, drewnianych, ozdobnych drzwi, po czym ujrzałam przepiękny pokój. Oszołomiona weszłam do środka. Lena zauważyła moje zdziwienie i postanowiła zostawić mnie tu samą, za co jej ogromnie dziękuję. Zamknęłam drzwi i zaczęłam się rozglądać po moim królestwie. Sypialnia była urządzona w stylu retro, co mi się bardzo spodobało. No i to ogromne łóżko... marzenie każdej dziewczyny! Od razu postanowiłam je wypróbować, rzucając się na nie. Muszę przyznać, ze zdało egzamin. Po chwili zauważyłam dwie pary innych drzwi. Wybrałam te, które były najbliżej mnie. Tak, jestem leniem, przyznaję się. Otworzyłam je i co ujrzałam? Własną łazienkę! Ona również była urządzona w stylu retro. Izba była całkiem duża. Umieszczono w niej wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy (czyt. wanna, toaleta oddzielona parawanem, zlew, lustro itp.). Czas zobaczyć co kryje się za następnymi drzwiami. Otwieram je i co widzę? Garderobę! Nowoczesną, dużą, WŁASNĄ garderobę! Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że będę mieszkać w takich luksusach. Co prawda wcześniej też tak żyłam, ale to nie to samo. Wcześniej cały mój pokój, tak na prawdę nie był mój, tylko mojej mamy, która zawsze tam wchodziła nawet nie pukając. A teraz to wszystko jest moje i tylko moje! Tak wiem, to zabrzmiało egoistycznie, ale po prostu cieszę się jak głupia, co chyba widać. W końcu się ogarnęłam i zaczęłam rozpakowywać walizki. Zajęło mi to około 120 minut. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 00:23. Wzięłam szybko prysznic, umyłam włosy i poszłam spać. Oczywiście w piżamie.
*Następnego dnia*
Obudziło mnie delikatne pukanie do drzwi. Mruknęłam ciche "proszę", jednak mój gość najwidoczniej nie usłyszał wypowiedzianych przeze mnie słów. Po raz kolejny usłyszałam charakterystyczny odgłos towarzyszący stukaniu palcem o drewniane drzwi.
- Proszę! - krzyknęłam zirytowana. Jak można budzić człowieka o... 12:17?! Matko kochana, ile ja spałam!? Podniosłam się do pozycji siedzącej i spojrzałam na osobę wchodzącą do mojej sypialni. Niestety zamazany obraz nie pozwolił mi dostrzec kto to taki. Dopiero kilkakrotne przetarcie oczu, pomogło mi. Po chwili zobaczyłam Zayn'a. Dziś ubrany był w szary sweterek, czarne jeans'y i białe air max'y. Szczerze mówiąc nie jego się spodziewałam. Podejrzewałam raczej, iż osobą, która postanowiła mnie zbudzić jest Lena.
- Co ty tu robisz? - zapytałam zdziwiona jego wizytą.
- Lena prosiła, abym cię obudził, bo śniadanie ci wystygnie. - wyjaśnił z uśmiechem. Nie no, ten chłopak jest jakiś dziwny. Czy on serio musi się tak cały czas szczerzyć? No błagam! Po chwili wyprosiłam go z pokoju, ponieważ chciałam się przebrać, a on nie jest mi do tego potrzebny. Zdecydowanie. Udałam się do łazienki, gdzie szybko się ogarnęłam. Umyłam zęby, a włosy spięłam w luźnego koczka. Założyłam sportowy stanik, zwykły biały t-shirt z napisem: "COOL KIDS DON'T DANCE", szare dresy z opuszczonym krokiem, które uwielbiałam i białe skarpetki. Preferuję chodzenie na bosaka, gdyż nie lubię kapci. Po wykonaniu tych czynności udałam się do kuchni. Różniła się od reszty apartamentu, który urządzony był w stylu retro. Kuchnia to nowoczesne pomieszczenie, wyposażone w różne urządzenia AGD, m.in. ekspres do kawy, zmywarkę, czy toster. Zasiadłam na jednym z wolnych krzeseł ustawionych przy stole, na którym przygotowane było pysznie wyglądające śniadanie. Lena się mocno postarała. Na stole znajdowały się różnorodne kanapki, a także mleko z płatkami i sok pomarańczowy oraz multiwitamina. Zdecydowałam się na dwie kanapki z szynką oraz serem żółtym i napój o smaku pomarańczy. Nagle do stołu dosiadł się Zayn. Ten to chyba nie wie, że ma swój dom.
- Jak ci smakuje? - zapytał.
- Bardzo dobre. A co mi przepraszam miało wystygnąć? - odparłam. Chłopak się lekko zarumienił.
- Po prostu chciałem cię trochę pospieszyć. - uśmiechnął się delikatnie.
- Aha. Spoko. - mruknęłam i wzięłam się za konsumpcję.
- Tak poza tym, to fajna koszulka. Mam taką samą. - wyszczerzył się, na co ja tylko przewróciłam oczyma.
- Idziemy dziś do klubu. Idziesz z nami? - do kuchni weszła Lena.
- Idziemy, czyli...?
- Ja, Zayn i Daniel. - odpowiedziała.
- Chętnie bym poszła, ale nie mogę. - skłamałam. To znaczy tylko jeśli chodzi o drugą część wypowiedzianego przed chwilką zdania. Miałam ogromną ochotę iść się zabawić, poznać nowych ludzi.... Ale nie z mulatem. O nie, nie zgadzam się. Nie mam zamiaru oglądać jego uśmiechniętej buźki cały dzień.
- Dlaczego? - spytał chłopak, a uśmiech z jego twarzy od razu zniknął. Wow, pierwszy raz go widzę w momencie, w którym się nie szczerzy! Jestem z niego dumna, hahaha!
- Ja.. y... bo.. ten.. mam okres... tak, właśnie i nie mam siły i ochoty na taniec i ogólnie na wychodzenie z domu, więc tu zostanę, a wy idźcie. - początkowo się jąkałam, ale w końcu wybrnęłam z sytuacji. Wątpię w to, aby mi uwierzyli, ale to chyba nie ich sprawa dlaczego nie chcę iść do klubu, prawda? No właśnie! Zjadłam śniadanie, zmyłam naczynia, po czym udałam się z powrotem do swojej sypialni. Włączyłam swojego MacBooka Air i zaczęłam surfować po internecie. Weszłam m.in na facebooka i twittera, na którym napisałam: "Nareszcie spokój ;)". Nie wiedziałam co mogłam jeszcze robić przy komputerze, więc go wyłączyłam. Przed chwilką wspominałam, że mam spokój, prawda? A więc chcę wam oznajmić, iż jest to nieaktualne, ponieważ właśnie do mojego pokoju wtargnął nie kto inny jak Zayn. Juppi!, Tak się cieszę! W końcu dawno się nie widzieliśmy... Matko, za jakie grzechy? Co ja ci Boże zrobiłam, ze na okrągło skazujesz mnie na towarzystwo tego idioty?! Błagam, zrób coś z nim! I właśnie w tym momencie moje prośby zostały wysłuchane. Do mulata ktoś zadzwonił, co spowodowało, że musiał opuścić mój pokój. A to pech, no! Postanowiłam wykorzystać tę okazję, która może mi się więcej nie nadarzyć. Wzięłam szybko czarny sweter, założyłam go na siebie i wyszłam na spacer po okolicy. Kiedyś w końcu trzeba ją poznać, czyż nie?
Po około 5 minutach spacerku znalazłam się w jakimś parku. Siadłam na jednej z ławek i przyglądałam się dzieciom bawiącym na placu zabaw. Tak bardzo chciałabym znów stać się małym dzieciakiem, który niczym się nie przejmuje, ma ogromną wyobraźnię, wierzy w wieczną miłość i ma nadzieję, że życie będzie zawsze tak wspaniałe i beztroskie. Szkoda, że w końcu taki dzieciak będzie musiał się rozczarować. To przykre. Nagle ktoś zakrył mi oczy dłońmi. Poczułam boski zapach męskich perfum. Po dość niskim i lekko zachrypniętym głosie stwierdziłam, iż to był mój cudowny kolega.
- Zgadnij kto to! - usłyszałam jego radosny głos.
- Zayn, daj sobie spokój.- mruknęłam. Po chwili chłopak siedział już koło mnie. - Czego ty ode mnie chcesz? Możesz przestać w końcu za mną łazić? To irytujące. - powiedziałam.
- Nie, nie mogę. - odparł z uśmiechem. Boże, daj mi siłę.
- Sorry, ale jestem już dużą dziewczynką i nie potrzebuję niańki. - rzekłam.
- Owszem potrzebujesz. - odpowiedział cwaniacko.
- Nie. - zaprzeczyłam.
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Ohh, pocałuj mnie! - krzyknęłam.
- Dobra! - i w tym momencie nasze usta się złączyły.
_____________________________________________________
No i mamy kolejny rozdział ;)
Co o nim myślicie? Ja nie jestem z niego zadowolona... To nie tak miało wyglądać, ale cóż -.-
Chcę tylko powiedzieć, aby ten pocałunek was jakoś szczególnie nie zmylił ^^
Komentujcie <3
Perspektywa: Sophie Lawrence
Muzyka: https://www.youtube.com/watch?v=SswjdoAAJb8
Obudził mnie melodyjny, cichy głos stewardessy, który mówił mi, że za chwilkę lądujemy. Wyjęłam słuchawki z uszu i schowałam je do torebki. Przetarłam oczy, przeciągnęłam się, po czym wyjrzałam przez okienko, za którym mogłam już dostrzec Londyn. Wspaniały widok.Już po chwili samolot podchodził do lądowania. Zaczęłam pakować powoli swoje rzeczy nucąc sobie pod nosem utwór The Beatles - Let it be. W końcu mogłam opuścić latającą maszynę. Nareszcie jestem w Londynie...
*Jakiś czas później*
Stanęłam przed drzwiami, podejrzewam, ogromnego apartamentu. Kilkakrotnie zastukałam do drzwi. Po chwili ujrzałam wysokiego mulata. Stanął w drzwiach i się do mnie szczerzył. Nie rozumiałam powodu jego radości, no ale cóż.
- Czy to tu mieszka Lena Moore? - zapytałam trochę niepewnie.
- Tak. - odparł, a uśmiech nie znikał z jego twarzy.
- Mam coś na czole? - zadałam kolejne pytanie. Powoli irytowało mnie zachowanie bruneta.
- Nie. - usłyszałam kolejną krótką odpowiedź.
- To dlaczego tak na mnie patrzysz?
- Ty jesteś Sophie, tak? - zapytał zmieniając temat.
- Tak i teraz będę tu mieszkać, więc fajnie by było gdybyś wpuścił mnie do MOJEGO nowego mieszkania i pomógł mi z walizkami. - odpowiedziałam. Chłopak otworzył szerzej drzwi umożliwiając mi wejście do środka, po czym wziął moje torby, które już po chwili również znalazły się w apartamencie.
Kiedy znalazłam się w moim nowym domu, jedyne co z siebie mogłam wydusić, to krótkie: WOW!!! Apartament był przepiękny. Ściany holu pomalowano na beżowo i ozdobiono różnymi obrazami przedstawiającymi m.in Marilyn Monroe czy Audrey Hepburn. Podłoga wyłożona była jasnymi panelami, na których położono czerwony, podłużny dywan. Spojrzałam na sufit. Zdobiły go różnorodne rozety i listwy, które wprawiły mnie w zachwyt. Po chwili ujrzałam szczupłą blondynkę, która się do mnie uśmiechała. Odwzajemniłam gest. W końcu trzeba zrobić dobre pierwsze wrażenie, no nie?
- Jestem Lena, a to Zayn, nasz sąsiad. - przedstawiła się i chłopaka ubranego w szary sweter, czarne jeansy i białe air maxy.
- Cześć. Sophie. - podałam rękę obojgu i uśmiechnęłam się najładniej, jak potrafię. Mulat zareagował tak samo. Z resztą, on cały czas się szczerzy. - Gdzie mój pokój? - zapytałam po chwili. Blondynka zaprowadziła mnie tam, gdzie miałam mieć swoją własną, prywatną przestrzeń. Otworzyła jedne z białych, drewnianych, ozdobnych drzwi, po czym ujrzałam przepiękny pokój. Oszołomiona weszłam do środka. Lena zauważyła moje zdziwienie i postanowiła zostawić mnie tu samą, za co jej ogromnie dziękuję. Zamknęłam drzwi i zaczęłam się rozglądać po moim królestwie. Sypialnia była urządzona w stylu retro, co mi się bardzo spodobało. No i to ogromne łóżko... marzenie każdej dziewczyny! Od razu postanowiłam je wypróbować, rzucając się na nie. Muszę przyznać, ze zdało egzamin. Po chwili zauważyłam dwie pary innych drzwi. Wybrałam te, które były najbliżej mnie. Tak, jestem leniem, przyznaję się. Otworzyłam je i co ujrzałam? Własną łazienkę! Ona również była urządzona w stylu retro. Izba była całkiem duża. Umieszczono w niej wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy (czyt. wanna, toaleta oddzielona parawanem, zlew, lustro itp.). Czas zobaczyć co kryje się za następnymi drzwiami. Otwieram je i co widzę? Garderobę! Nowoczesną, dużą, WŁASNĄ garderobę! Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że będę mieszkać w takich luksusach. Co prawda wcześniej też tak żyłam, ale to nie to samo. Wcześniej cały mój pokój, tak na prawdę nie był mój, tylko mojej mamy, która zawsze tam wchodziła nawet nie pukając. A teraz to wszystko jest moje i tylko moje! Tak wiem, to zabrzmiało egoistycznie, ale po prostu cieszę się jak głupia, co chyba widać. W końcu się ogarnęłam i zaczęłam rozpakowywać walizki. Zajęło mi to około 120 minut. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 00:23. Wzięłam szybko prysznic, umyłam włosy i poszłam spać. Oczywiście w piżamie.
*Następnego dnia*
Obudziło mnie delikatne pukanie do drzwi. Mruknęłam ciche "proszę", jednak mój gość najwidoczniej nie usłyszał wypowiedzianych przeze mnie słów. Po raz kolejny usłyszałam charakterystyczny odgłos towarzyszący stukaniu palcem o drewniane drzwi.
- Proszę! - krzyknęłam zirytowana. Jak można budzić człowieka o... 12:17?! Matko kochana, ile ja spałam!? Podniosłam się do pozycji siedzącej i spojrzałam na osobę wchodzącą do mojej sypialni. Niestety zamazany obraz nie pozwolił mi dostrzec kto to taki. Dopiero kilkakrotne przetarcie oczu, pomogło mi. Po chwili zobaczyłam Zayn'a. Dziś ubrany był w szary sweterek, czarne jeans'y i białe air max'y. Szczerze mówiąc nie jego się spodziewałam. Podejrzewałam raczej, iż osobą, która postanowiła mnie zbudzić jest Lena.- Co ty tu robisz? - zapytałam zdziwiona jego wizytą.
- Lena prosiła, abym cię obudził, bo śniadanie ci wystygnie. - wyjaśnił z uśmiechem. Nie no, ten chłopak jest jakiś dziwny. Czy on serio musi się tak cały czas szczerzyć? No błagam! Po chwili wyprosiłam go z pokoju, ponieważ chciałam się przebrać, a on nie jest mi do tego potrzebny. Zdecydowanie. Udałam się do łazienki, gdzie szybko się ogarnęłam. Umyłam zęby, a włosy spięłam w luźnego koczka. Założyłam sportowy stanik, zwykły biały t-shirt z napisem: "COOL KIDS DON'T DANCE", szare dresy z opuszczonym krokiem, które uwielbiałam i białe skarpetki. Preferuję chodzenie na bosaka, gdyż nie lubię kapci. Po wykonaniu tych czynności udałam się do kuchni. Różniła się od reszty apartamentu, który urządzony był w stylu retro. Kuchnia to nowoczesne pomieszczenie, wyposażone w różne urządzenia AGD, m.in. ekspres do kawy, zmywarkę, czy toster. Zasiadłam na jednym z wolnych krzeseł ustawionych przy stole, na którym przygotowane było pysznie wyglądające śniadanie. Lena się mocno postarała. Na stole znajdowały się różnorodne kanapki, a także mleko z płatkami i sok pomarańczowy oraz multiwitamina. Zdecydowałam się na dwie kanapki z szynką oraz serem żółtym i napój o smaku pomarańczy. Nagle do stołu dosiadł się Zayn. Ten to chyba nie wie, że ma swój dom.
- Jak ci smakuje? - zapytał.
- Bardzo dobre. A co mi przepraszam miało wystygnąć? - odparłam. Chłopak się lekko zarumienił.
- Po prostu chciałem cię trochę pospieszyć. - uśmiechnął się delikatnie.
- Aha. Spoko. - mruknęłam i wzięłam się za konsumpcję.
- Tak poza tym, to fajna koszulka. Mam taką samą. - wyszczerzył się, na co ja tylko przewróciłam oczyma.
- Idziemy dziś do klubu. Idziesz z nami? - do kuchni weszła Lena.
- Idziemy, czyli...?
- Ja, Zayn i Daniel. - odpowiedziała.
- Chętnie bym poszła, ale nie mogę. - skłamałam. To znaczy tylko jeśli chodzi o drugą część wypowiedzianego przed chwilką zdania. Miałam ogromną ochotę iść się zabawić, poznać nowych ludzi.... Ale nie z mulatem. O nie, nie zgadzam się. Nie mam zamiaru oglądać jego uśmiechniętej buźki cały dzień.
- Dlaczego? - spytał chłopak, a uśmiech z jego twarzy od razu zniknął. Wow, pierwszy raz go widzę w momencie, w którym się nie szczerzy! Jestem z niego dumna, hahaha!
- Ja.. y... bo.. ten.. mam okres... tak, właśnie i nie mam siły i ochoty na taniec i ogólnie na wychodzenie z domu, więc tu zostanę, a wy idźcie. - początkowo się jąkałam, ale w końcu wybrnęłam z sytuacji. Wątpię w to, aby mi uwierzyli, ale to chyba nie ich sprawa dlaczego nie chcę iść do klubu, prawda? No właśnie! Zjadłam śniadanie, zmyłam naczynia, po czym udałam się z powrotem do swojej sypialni. Włączyłam swojego MacBooka Air i zaczęłam surfować po internecie. Weszłam m.in na facebooka i twittera, na którym napisałam: "Nareszcie spokój ;)". Nie wiedziałam co mogłam jeszcze robić przy komputerze, więc go wyłączyłam. Przed chwilką wspominałam, że mam spokój, prawda? A więc chcę wam oznajmić, iż jest to nieaktualne, ponieważ właśnie do mojego pokoju wtargnął nie kto inny jak Zayn. Juppi!, Tak się cieszę! W końcu dawno się nie widzieliśmy... Matko, za jakie grzechy? Co ja ci Boże zrobiłam, ze na okrągło skazujesz mnie na towarzystwo tego idioty?! Błagam, zrób coś z nim! I właśnie w tym momencie moje prośby zostały wysłuchane. Do mulata ktoś zadzwonił, co spowodowało, że musiał opuścić mój pokój. A to pech, no! Postanowiłam wykorzystać tę okazję, która może mi się więcej nie nadarzyć. Wzięłam szybko czarny sweter, założyłam go na siebie i wyszłam na spacer po okolicy. Kiedyś w końcu trzeba ją poznać, czyż nie?
Po około 5 minutach spacerku znalazłam się w jakimś parku. Siadłam na jednej z ławek i przyglądałam się dzieciom bawiącym na placu zabaw. Tak bardzo chciałabym znów stać się małym dzieciakiem, który niczym się nie przejmuje, ma ogromną wyobraźnię, wierzy w wieczną miłość i ma nadzieję, że życie będzie zawsze tak wspaniałe i beztroskie. Szkoda, że w końcu taki dzieciak będzie musiał się rozczarować. To przykre. Nagle ktoś zakrył mi oczy dłońmi. Poczułam boski zapach męskich perfum. Po dość niskim i lekko zachrypniętym głosie stwierdziłam, iż to był mój cudowny kolega.
- Zgadnij kto to! - usłyszałam jego radosny głos.
- Zayn, daj sobie spokój.- mruknęłam. Po chwili chłopak siedział już koło mnie. - Czego ty ode mnie chcesz? Możesz przestać w końcu za mną łazić? To irytujące. - powiedziałam.
- Nie, nie mogę. - odparł z uśmiechem. Boże, daj mi siłę.
- Sorry, ale jestem już dużą dziewczynką i nie potrzebuję niańki. - rzekłam.
- Owszem potrzebujesz. - odpowiedział cwaniacko.
- Nie. - zaprzeczyłam.
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Nie!
- Tak!
- Ohh, pocałuj mnie! - krzyknęłam.
- Dobra! - i w tym momencie nasze usta się złączyły.
_____________________________________________________
No i mamy kolejny rozdział ;)
Co o nim myślicie? Ja nie jestem z niego zadowolona... To nie tak miało wyglądać, ale cóż -.-
Chcę tylko powiedzieć, aby ten pocałunek was jakoś szczególnie nie zmylił ^^
Komentujcie <3
poniedziałek, 3 grudnia 2012
Rozdział 2
Tytuł: "Odparłam trochę... zawiedziona?"
Perspektywa: Lena Moore
Muzyka: http://www.youtube.com/watch?v=-TAiw0NFKTA
Po męczącym locie stałam wreszcie przed drzwiami mojego nowego domu. Odszukałam w swojej torebce klucze i weszłam do środka, ciągnąc za sobą dwie ogromne walizki i torbę. Czułam, że przekraczając próg apartamentu zaczynam nowe życie. Zamknęłam za sobą drzwi, a bagaże rzuciłam na podłogę. Rozejrzałam się dookoła. Od razu w oczy rzucił mi się ogromny salon, potem zauważyłam piękną kuchnię i kilka drzwi, prowadzących zapewne do sypialni. Podeszłam do okna, z którego rozciągał się cudowny widok na panoramę Londynu. Powoli otwierałam każde drzwi i sprawdzałam co kryje się za nimi.
W całym domu były dwie sypialnie - jedna od razu przypadła mi do gustu. Była jasna i całkiem przytulna, na środku stało wielkie łóżko, a co najważniejsze - miała ogromną garderobę. Postanowiłam więc zanieść tu swoje rzeczy i rozpakować się. Zajęło mi to prawie 2 godziny, ale w końcu wszystko było na swoim miejscu. Wróciłam z powrotem do salonu. Zauważyłam małą kopertę, leżącą na stoliku. Podeszłam bliżej i postanowiłam otworzyć i zobaczyć, co znajduję się w środku. Okazało się, że były to kluczyki i mały liścik - od rodziców. Dowiedziałam się z niego, że na parkingu czeka na mnie mój nowy samochód. Byłam trochę zaskoczona prezentem od rodziców. Nie przyszli nawet pożegnać się ze mną a kupują mi drogi samochód? Widocznie tak bardzo cieszyli się, że wreszcie pozbyli się mnie. Byłam bardzo ciekawa jak wygląda moje nowe autko, więc szybko poszłam sprawdzić. Szłam z tym elektronicznym kluczykiem i sprawdzałam, który z samochodów jest mój. Udało się! W końcu znalazłam. Był to śliczny czarny mercedes. Wsiadłam do środka i dokładnie go obejrzałam. Kiedy mi się znudziło postanowiłam wrócić do domu. Rzuciłam się na mięciutkie łóżko.
Teraz miałam czas na rozmyślanie nad tym, co dalej. Coś na pewno musiało się zmienić. Wiedziałam, że skoro chcę, żeby moje życie zmieniło się, sama muszę się nad tym popracować. W tym momencie wszystko zależy ode mnie. Może po prostu powinnam zmienić swoje nastawienie? Bo przecież mogę być nie wiadomo jak silna, jednak przyjdą chwilę, w których zacznę zastanawiać się, jakby to było mieć kogoś bliskiego, kogoś na kogo zawsze mogłabym liczyć, kogoś z kim mogłabym szczerze porozmawiać. Nie chcę zawsze tylko zastanawiać się nad tym. Dlatego postanowiłam, że nie mogę mieszkać sama w wielkim apartamencie. Za bardzo mnie przytłaczał. Dodałam więc ogłoszenie o poszukiwaniu współlokatorki. Nie liczę na to, że będziemy przyjaciółkami, ale zawsze to jakieś towarzystwo.
Zrobiłam się głodna, ale niestety lodówka świeciła pustkami. Poszłam więc do jakiegoś małego marketu, który znajdował się prawie na przeciwko mojego domu. Całkiem fajnie to brzmi. Mojego domu. Wreszcie nie mieszkam z rodzicami i nie muszę użerać się z nimi. Dobrze, że sklep był tak blisko, przynajmniej nie zgubiłam się.
Kiedy wracałam do domu, spotkałam mojego nowego sąsiada. Był to całkiem młody, przystojny chłopak. Mieszkał na przeciwko mnie.
- Jestem Daniel - uśmiechnął się i podał mi rękę.
- Lena - również podałam mu rękę i odwzajemniłam uśmiech.
- Jesteś tu nowa, prawda?
- Tak, a właściwie to jesteś moim pierwszym znajomym w Londynie.
- To bardzo się cieszę. - odpowiedział i zobaczył, że w naszą stronę zmierza chłopak, mniej więcej w naszym wieku. Miał czarne włosy, ciemną karnację, był wysoki i dobrze zbudowany - właśnie idzie mój kumpel, zapomniałem, że byłem z nim umówiony na dzisiaj...
- Nie szkodzi - Odparłam trochę... zawiedziona? uśmiechnęłam się jednak na co on odpowiedział tym samym.
- Spotkamy się jeszcze kiedyś? - zapytał z nadzieją w głosie.
- Wiesz, właściwie to mieszkamy na przeciwko siebie, więc raczej na pewno. - odpowiedziałam mu z lekkim rozbawieniem w głosie. Nie zdążył już nic powiedzieć bo podszedł do nas jego kolega i przywitał się z nim.
- Lena - powiedział i spojrzał na mnie - to jest Zayn. Zayn to jest Lena - Daniel przedstawił nas sobie.
- Witam koleżankę - odniosłam wrażenie, że chłopak jest bardzo pozytywnie nastawiony - nigdy wcześniej cię tu nie widziałem..
- Dopiero dzisiaj się tutaj wprowadziłam.
- No chyba, że tak.
- Ja muszę już lecieć - powiedziałam i zaczęłam wygrzebywać kluczę z kieszeni. Nie chciałam im przeszkadzać, a poza tym przypomniało mi się o poszukiwaniu współlokatorki.
- No dobrze. Miło było cię poznać
- Mi również. Do zobaczenia. - pożegnaliśmy się i każdy poszedł w swoją stronę.
Weszłam do środka, zakupy ostawiłam na swoje miejsce i zrobiłam sobie herbatę. W między czasie włączyłam laptopa. Usiadłam w salonie, weszłam na facebooka, twittera i postanowiłam sprawdzić czy ktoś odpowiedział na moje ogłoszenie.
Okazało się, że tak. Była to dziewczyna - w moim wieku, z Francji. Załatwiłam wszystkie formalności, potem zadzwoniła do mnie i ustaliłyśmy wszystkie szczegóły. Lot miała o dopiero o 20:00, więc miałam jeszcze trochę czasu, żeby wszytko ogarnąć. Trochę się denerwowałam, chociaż nie do końca wiem czym. Przez telefon wydawała się całkiem miła. Teraz pozostało mi tylko czekać...
Zrobiłam jeszcze jakąś kolację i kiedy już wszystko było ogarnięte i posprzątane, usłyszałam dzwonek do drzwi. Trochę niepewnie poszłam otworzyć...
- Hej - otworzyłam i usłyszałam radosny głos Zayna.
- Cześć... - odpowiedziałam trochę zdziwiona jego wizytą.
- Mogę wejść?
- Jasne - odparłam i przepuściłam chłopaka w drzwiach. Usiedliśmy na kanapie w salonie. - Właściwie to co ty tu robisz?
- Daniel musiał gdzieś szybko iść i kazał mi poczekać. Nie ma go już trochę i mi się nudziło więc pomyślałem, że wpadnę do ciebie.
- Okej. No to skoro tak długo go nie ma to obejrzymy jakiś film? - zapytałam, ponieważ szczerze mówiąc to było dla mnie o wiele wygodniejsze niż rozmowa.
- No dobrze. Jaki?
- Może jakiś Horror?
- Okej. - chłopak zgodził się a ja włączyłam pierwszy lepszy horror jaki znalazłam. Był to "Omen". Zaczęliśmy oglądać. Film trwał 2.5 h i bardzo nas wciągnął. Akurat kiedy pojawiły się końcowe napisy znów usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam sprawdzić kto tym razem. W drzwiach ujrzałam...
_________________________________________________________
I mamy drugi rozdział ;D
Tym razem z perspektywy Leny.
Piszcie w komentarzach czy wam się podobał :)
Perspektywa: Lena Moore
Muzyka: http://www.youtube.com/watch?v=-TAiw0NFKTA
Po męczącym locie stałam wreszcie przed drzwiami mojego nowego domu. Odszukałam w swojej torebce klucze i weszłam do środka, ciągnąc za sobą dwie ogromne walizki i torbę. Czułam, że przekraczając próg apartamentu zaczynam nowe życie. Zamknęłam za sobą drzwi, a bagaże rzuciłam na podłogę. Rozejrzałam się dookoła. Od razu w oczy rzucił mi się ogromny salon, potem zauważyłam piękną kuchnię i kilka drzwi, prowadzących zapewne do sypialni. Podeszłam do okna, z którego rozciągał się cudowny widok na panoramę Londynu. Powoli otwierałam każde drzwi i sprawdzałam co kryje się za nimi.
W całym domu były dwie sypialnie - jedna od razu przypadła mi do gustu. Była jasna i całkiem przytulna, na środku stało wielkie łóżko, a co najważniejsze - miała ogromną garderobę. Postanowiłam więc zanieść tu swoje rzeczy i rozpakować się. Zajęło mi to prawie 2 godziny, ale w końcu wszystko było na swoim miejscu. Wróciłam z powrotem do salonu. Zauważyłam małą kopertę, leżącą na stoliku. Podeszłam bliżej i postanowiłam otworzyć i zobaczyć, co znajduję się w środku. Okazało się, że były to kluczyki i mały liścik - od rodziców. Dowiedziałam się z niego, że na parkingu czeka na mnie mój nowy samochód. Byłam trochę zaskoczona prezentem od rodziców. Nie przyszli nawet pożegnać się ze mną a kupują mi drogi samochód? Widocznie tak bardzo cieszyli się, że wreszcie pozbyli się mnie. Byłam bardzo ciekawa jak wygląda moje nowe autko, więc szybko poszłam sprawdzić. Szłam z tym elektronicznym kluczykiem i sprawdzałam, który z samochodów jest mój. Udało się! W końcu znalazłam. Był to śliczny czarny mercedes. Wsiadłam do środka i dokładnie go obejrzałam. Kiedy mi się znudziło postanowiłam wrócić do domu. Rzuciłam się na mięciutkie łóżko.
Teraz miałam czas na rozmyślanie nad tym, co dalej. Coś na pewno musiało się zmienić. Wiedziałam, że skoro chcę, żeby moje życie zmieniło się, sama muszę się nad tym popracować. W tym momencie wszystko zależy ode mnie. Może po prostu powinnam zmienić swoje nastawienie? Bo przecież mogę być nie wiadomo jak silna, jednak przyjdą chwilę, w których zacznę zastanawiać się, jakby to było mieć kogoś bliskiego, kogoś na kogo zawsze mogłabym liczyć, kogoś z kim mogłabym szczerze porozmawiać. Nie chcę zawsze tylko zastanawiać się nad tym. Dlatego postanowiłam, że nie mogę mieszkać sama w wielkim apartamencie. Za bardzo mnie przytłaczał. Dodałam więc ogłoszenie o poszukiwaniu współlokatorki. Nie liczę na to, że będziemy przyjaciółkami, ale zawsze to jakieś towarzystwo.
Zrobiłam się głodna, ale niestety lodówka świeciła pustkami. Poszłam więc do jakiegoś małego marketu, który znajdował się prawie na przeciwko mojego domu. Całkiem fajnie to brzmi. Mojego domu. Wreszcie nie mieszkam z rodzicami i nie muszę użerać się z nimi. Dobrze, że sklep był tak blisko, przynajmniej nie zgubiłam się.
Kiedy wracałam do domu, spotkałam mojego nowego sąsiada. Był to całkiem młody, przystojny chłopak. Mieszkał na przeciwko mnie.
- Jestem Daniel - uśmiechnął się i podał mi rękę.
- Lena - również podałam mu rękę i odwzajemniłam uśmiech.
- Jesteś tu nowa, prawda?
- Tak, a właściwie to jesteś moim pierwszym znajomym w Londynie.
- To bardzo się cieszę. - odpowiedział i zobaczył, że w naszą stronę zmierza chłopak, mniej więcej w naszym wieku. Miał czarne włosy, ciemną karnację, był wysoki i dobrze zbudowany - właśnie idzie mój kumpel, zapomniałem, że byłem z nim umówiony na dzisiaj...
- Nie szkodzi - Odparłam trochę... zawiedziona? uśmiechnęłam się jednak na co on odpowiedział tym samym.
- Spotkamy się jeszcze kiedyś? - zapytał z nadzieją w głosie.
- Wiesz, właściwie to mieszkamy na przeciwko siebie, więc raczej na pewno. - odpowiedziałam mu z lekkim rozbawieniem w głosie. Nie zdążył już nic powiedzieć bo podszedł do nas jego kolega i przywitał się z nim.
- Lena - powiedział i spojrzał na mnie - to jest Zayn. Zayn to jest Lena - Daniel przedstawił nas sobie.
- Witam koleżankę - odniosłam wrażenie, że chłopak jest bardzo pozytywnie nastawiony - nigdy wcześniej cię tu nie widziałem..
- Dopiero dzisiaj się tutaj wprowadziłam.
- No chyba, że tak.
- Ja muszę już lecieć - powiedziałam i zaczęłam wygrzebywać kluczę z kieszeni. Nie chciałam im przeszkadzać, a poza tym przypomniało mi się o poszukiwaniu współlokatorki.
- No dobrze. Miło było cię poznać
- Mi również. Do zobaczenia. - pożegnaliśmy się i każdy poszedł w swoją stronę. Weszłam do środka, zakupy ostawiłam na swoje miejsce i zrobiłam sobie herbatę. W między czasie włączyłam laptopa. Usiadłam w salonie, weszłam na facebooka, twittera i postanowiłam sprawdzić czy ktoś odpowiedział na moje ogłoszenie.
Okazało się, że tak. Była to dziewczyna - w moim wieku, z Francji. Załatwiłam wszystkie formalności, potem zadzwoniła do mnie i ustaliłyśmy wszystkie szczegóły. Lot miała o dopiero o 20:00, więc miałam jeszcze trochę czasu, żeby wszytko ogarnąć. Trochę się denerwowałam, chociaż nie do końca wiem czym. Przez telefon wydawała się całkiem miła. Teraz pozostało mi tylko czekać...
Zrobiłam jeszcze jakąś kolację i kiedy już wszystko było ogarnięte i posprzątane, usłyszałam dzwonek do drzwi. Trochę niepewnie poszłam otworzyć...
- Hej - otworzyłam i usłyszałam radosny głos Zayna.
- Cześć... - odpowiedziałam trochę zdziwiona jego wizytą.
- Mogę wejść?
- Jasne - odparłam i przepuściłam chłopaka w drzwiach. Usiedliśmy na kanapie w salonie. - Właściwie to co ty tu robisz?
- Daniel musiał gdzieś szybko iść i kazał mi poczekać. Nie ma go już trochę i mi się nudziło więc pomyślałem, że wpadnę do ciebie.
- Okej. No to skoro tak długo go nie ma to obejrzymy jakiś film? - zapytałam, ponieważ szczerze mówiąc to było dla mnie o wiele wygodniejsze niż rozmowa.
- No dobrze. Jaki?
- Może jakiś Horror?
- Okej. - chłopak zgodził się a ja włączyłam pierwszy lepszy horror jaki znalazłam. Był to "Omen". Zaczęliśmy oglądać. Film trwał 2.5 h i bardzo nas wciągnął. Akurat kiedy pojawiły się końcowe napisy znów usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam sprawdzić kto tym razem. W drzwiach ujrzałam...
_________________________________________________________
I mamy drugi rozdział ;D
Tym razem z perspektywy Leny.
Piszcie w komentarzach czy wam się podobał :)
sobota, 1 grudnia 2012
Rozdział 1
Tytuł: "Wyjeżdżam do Londynu"
Perspektywa: Sophie Lawrence
Muzyka: https://www.youtube.com/watch?v=H2-1u8xvk54
Siedziałam na moim ukochanym klifie. Zawsze tu przychodziłam, gdy chciałam pobyć sama, przemyśleć różne sprawy. W mojej głowie znów siedziały myśli samobójcze. A przecież obiecałam sobie, że zacznę nowe życie, że wszystko się ułoży... Jak widać, moja psychika jest zbyt słaba.
Podziwiałam wspaniały widok na morze, plażę, szczęśliwych ludzi, którzy mają dla kogo żyć.
Chciałam zapamiętać każdy szczegół tego cudownego widoku. W końcu to miała być ostatnia minuta mojego życia...
Stanęłam na samym krańcu urwiska. Spojrzałam w dół. Głęboka, lazurowa woda, ostre, duże skały. Nie miałam szans na przeżycie tego upadku. Lepiej dla mnie. Wzięłam głęboki wdech i poczułam jak ktoś mocno chwyta mnie za ramię. Ten gest spowodował, że przewróciłam się na ziemię. Poczułam silny ból w kostce.
Jęknęłam cicho i złapałam się za obolałe miejsce.
- Nic ci nie jest? - usłyszałam lekko zachrypnięty, męski głos. Spojrzałam w górę i ujrzałam pochylającego się nade mną chłopaka. Nie mogłam zobaczyć dokładnie jak wygląda, gdyż mocno świecące słońce mnie oślepiło.
- Nie. - mruknęłam i chciałam wstać, ale ból mi to uniemożliwił. Chłopak kucnął tuż przy mnie. Teraz mogłam zobaczyć jego twarz. Jego uroda nie była tutejsza. Blada cera, kręcone, brązowe włosy, zielone oczy, malinowe usta... Pomógł mi się podnieść. Wówczas zobaczył moją okaleczoną kostkę.
- Musimy to zaopatrzyć. - powiedział z troską w głosie.
- Nie trzeba. - odburknęłam i wyrwałam się z jego uścisku. Doceniałam to, że chciał mi pomóc, ale nie mogłam mu zaufać. Po prostu nie mogłam tego zrobić... Bałam się rozczarowania.
- Słuchaj, masz zranioną nogę. Możesz dostać jakiegoś zakażenia. Idziemy z tym do lekarza. - odparł stanowczo. Wiedziałam, że z nim nie wygram. Uległam mu. Mieliśmy już iść, jednak ból kostki mi na to nie pozwolił.
- Ja nie mogę... - jęknęłam. Wówczas wziął mnie na ręce i zaniósł do swojego samochodu. Przez całą drogę milczeliśmy. W końcu dojechaliśmy na miejsce. Chłopak zaniósł mnie do gabinetu lekarskiego. Prosiłam go, aby wyszedł, ale do niego nie docierały moje słowa. Uparł się, że zostanie w środku razem ze mną. Nie wiedziałam dlaczego tak mu na tym zależało. Przecież mnie nie zna. Nie wie kim jestem, jak mam na imię.
Lekarz zdezynfekował moją ranę i wykonał mały zabieg, podczas którego mi ją zszył. Następnie zaopatrzył nogę i podarował mi kule, które za tydzień mam mu oddać.
W końcu opuściliśmy gabinet. Miałam zamiar wracać do domu, ale chłopak mnie zatrzymał.
- Gdzie się wybierasz? - zapytał.
- Do domu. - mruknęłam obojętnie.
- Musimy pogadać. - powiedział stanowczym tonem.
- Musimy? - spytałam z niedowierzaniem.
- Tak.
- Nie wydaje mi się.
Chłopak zignorował moją odpowiedź i chwycił mnie za rękę, po czym pociągnął do swojego samochodu. Zapomniał jednak o małym szczególe, którym jest moja boląca kostka.
- Stój! - krzyknęłam. Ten popatrzył się na mnie ze zdziwieniem. - Noga mnie boli. - uświadomiłam go.
- A tak, przepraszam. - odpowiedział lekko zawstydzony zaistniałą sytuacją.
Zwolniliśmy tempo. Po chwili znaleźliśmy się w aucie szatyna. Podałam mu adres, pod który miał mnie zawieść. Po 5 minutach dojechaliśmy na parking znajdujący się przy mojej ulubionej kawiarence.
- Mówiłaś, że chcesz jechać do domu. - rzekł chłopak, kiedy znaleźliśmy się w wyznaczonym przeze mnie miejscu.
- Nie. Mówiłam, że chcę iść do domu, ale stwierdziłeś, że musimy pogadać. - odparłam bez większych emocji. Chłopak tylko na mnie spojrzał i opuścił samochód. Po chwili otworzył mi drzwi i uczyniłam to samo.
Ruszyliśmy w stronę niewielkiej kawiarenki. Weszliśmy do środka.
Po raz kolejny w tym tygodniu ujrzałam lekko oświetlone wnętrze tej kawiarni. Słabe światło w pomieszczeniu nadawało mu pewnego uroku. Zajęliśmy miejsca koło okna. Po chwili podeszła do nas kelnerka i podarowała nam menu. Zdecydowałam się na karmelowe latte, natomiast mój towarzysz wybrał zwykłe capuccino.
- O czym chciałeś porozmawiać? - zapytałam kiedy złożyliśmy zamówienia.
- O nas. - odpowiedział. Zaskoczył mnie tym, bo nie wydawało mi się, aby między nami było... coś.
- Chyba nie rozumiem. - mruknęłam.
- Sophie, posłuchaj... - zaczął, ale mu przerwałam.
- Zaraz, zaraz. Skąd wiesz jak mam na imię? Nie przedstawiałam ci się! Kim ty jesteś?
- Właśnie o tym musimy porozmawiać. - odpowiedział. Postanowiłam go wysłuchać. - Nie wiem za bardzo jak ci to powiedzieć...
- Najlepiej tak, abym to zrozumiała, czyli po francusku. - wtrąciłam.
- Wiem, że twoja mama to menadżerka różnych gwiazd. Wiem, że twój ojciec ją bił, nie interesował się wami i wiem, że twoi rodzice się rozwiedli. Wiem też, że uzależniłaś się od narkotyków, papierosów i alkoholu. Wiem, że twój ojciec miał kochankę, z którą ma syna. Ten syn jest w twoim wieku i ma na imię Harry. Harry Styles. Wiem o tobie wiele. Myślę, że najbardziej może zainteresować cię fakt, że to ja jestem twoim bratem przyrodnim. - powiedział. Nie mogłam uwierzyć w jego słowa. Całe moje życie legło w gruzach... Chociaż nie. Ono i tak było beznadziejne, nie miało sensu. Więc co tam. Nie będę przejmować się taką błahostką. Wiedziałam, że mam brata przyrodniego, a teraz go poznałam. W sumie... spoko.
- Dlaczego mi to powiedziałeś? - spytałam.
- Uznałem, że powinnaś wiedzieć kim jest twój brat przyrodni. Chciałem cię poznać. Osobiście. Chciałem wiedzieć jaka jesteś, jak sobie radzisz. - odpowiedział.
- A co cię to interesuje? Po co ci te wszystkie informacje na mój temat, co? - dopytywałam się prawie krzycząc. Nie chciałam go znać. Był wynikiem rozpadu małżeństwa moich rodziców. To przez jego matkę moja mama mnie olała. To przez jego matkę stałam się taka! To wszystko jego wina! Nie odezwałam się do niego. Nie chciałam wybuchnąć. Wypiłam zamówiony wcześniej napój i bez słowa opuściłam lokal.
- Sophie, zaczekaj! - krzyknął za mną lokowaty.
- Nie odzywaj się do mnie, rozumiesz?! Nie chcę cię znać! Zniknij z mojego życia! Nie potrzebuję ani cię! - wybuchłam. Mówią, że nie należy dusić w sobie emocji, bo to niezdrowe, dlatego dałam im upust. - Nie potrzebuję nikogo, więc odpieprz się ode mnie. - ostatnie zdanie wyszeptałam. Ruszyłam w stronę domu. Chłopak natomiast nie ruszył się z miejsca. Stał przed budynkiem cały czas i patrzył się w przestrzeń. Najwyraźniej zdziwiły go moje słowa. Nie takiej reakcji się spodziewał. Właściwie, to czego on ode mnie oczekiwał? Nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć. Po 30 minutowym spacerze o kulach znalazłam się pod moim domem. Wyciągnęłam klucz z kieszeni w moich spodniach i otworzyłam drzwi.
- Córciu co ci się stało? - usłyszałam głos mamy. Wow, zainteresowała się mną. Ciekawe co jej dolega?
- Nieważne. - mruknęłam i poszłam do swojego pokoju. Zamknęłam go na kluczyk, siadłam na łóżku i włączyłam laptopa. Gdy urządzenie mi się uruchamiało, włączyłam wieżę audio Technics'a. Po chwili usłyszałam pierwsze nuty utworu Pink Floyd - Wish You Were Here. Uwielbiałam to! Kiedy mój MacBook Air się uruchomił, dwukrotnie kliknęłam ikonkę przeglądarki internetowej. Miałam zamiar wyjechać z tego przeklętego miasta, kraju. Przeglądałam różne oferty. Od zawsze fascynował mnie Londyn, dlatego szukałam mieszkań właśnie tam. Po jakimś czasie odnalazłam ciekawą ofertę. Był to całkiem duży apartament, świetnie wyposażony, z pięknym widokiem na Londyn. Tak, to coś dla mnie! Jednak była pewna wada, a mianowicie współlokatorka. Ale w końcu nie muszę się z nią przyjaźnić, no nie? Będziemy dzielić tylko mieszkanie. Spoko. Wysłałam zgłoszenie do dziewczyny, która je zatwierdziła po godzince. No i miałam już gdzie mieszkać. Wykonałam do niej telefon, pogadałyśmy chwilę, po czym zeszłam na dół.
W salonie zastałam swoją mamę z Tomasem.
- Wyjeżdżam do Londynu. Znalazłam już mieszkanie, opłaciłam przez internet. Lot również. Pozostaje mi tylko zapytać cię o zgodę. - powiedziałam oficjalnym tonem. Mama spojrzała znacząco na swojego partnera i oboje kiwnęli głową na tak.
- Będziemy przysyłać ci co miesiąc 35 tys. funtów, nie więcej. - odparła stanowczo moja rodzicielka.
- Zgoda. - po tych słowach poszłam z powrotem na górę, wyjęłam walizki i zaczęłam się pakować.
Pierwszą torbę zajęły sukienki i bluzki. Druga została przeznaczona na spodnie, legginsy, shorty itd., natomiast trzecia na buty. Wzięłam również mniejszą walizeczkę na kosmetyki. Spojrzałam na zegarek, który wyświetlał godzinę 17:49. O 20:00 mam lot. Spakowałam bagaż podręczny i wzięłam się za ogarnianie swojego wyglądu. Wzięłam szybki prysznic, założyłam czystą bieliznę i zaczęłam się ubierać. Zdecydowałam się na biały t-shirt, błękitną mini-spódnicę, białe converse do kostki i czarny szeroki pas. Na rozpuszczone włosy założyłam czarną czapkę. Jeśli chodzi o makijaż, postawiłam na delikatność. Oczy lekko podkreśliłam tuszem, a usta błyszczykiem. Wybiła 19:02. Zaczęłam się zbierać. Przez rękę przewiesiłam szary cardigan, po czym zeszłam na dół, aby poprosić Toma o pomoc. Mężczyzna wziął moje walizki i zaniósł je do wcześniej zamówionej taksówki. Przed odjazdem pożegnałam się z nim i z mamą. Usłyszałam różne teksty typu: "uważaj na siebie" albo "dzwoń do nas". Na każdy z nich przytakiwałam, bo co miałam innego zrobić?
W końcu wsiadłam do żółtego pojazdu, który po chwili ruszył.
- Aéroport Nice Côte d'Azur s'il vous plait. - powiedziałam i kierowca ruszył.
Na miejscu znalazłam się po około 25 minutach. Mężczyzna pomógł mi wyciągnąć walizki z auta, po czym odjechał. Ruszyłam w kierunku miejsca odpraw. Po oddaniu bagażu i kontroli, w końcu mogłam wsiąść do samolotu. Zajęłam jedno z wolnych miejsc przy oknie. Uwielbiałam podziwiać chmury, które za nim były podczas lotu. No chyba, że niebo akurat było bezchmurne, wówczas oglądałam inne widoki.
Równo o 20:00 samolot wystartował. Włożyłam słuchawki w uszy i pogrążyłam się w świecie muzyki. Pierwszym utworem, który włączyłam był Pink Floyd - High Hopes. Nie wiadomo kiedy usnęłam.
_____________________________________________
No to jest pierwszy rozdział!
Mam nadzieję, że wam się spodobał ;)
Proszę komentujcie, oceniajcie, czytajcie.
W końcu nic nie motywuje mnie tak do pisania jak wasze opinie.
Tak na marginesie:
wierzycie w tą całą "historię" z Larrym, ustawką, fałszywą Eleanor itd.?
Ja nie do końca. Jest jednak pewna rzecz, która wydaje mi się całkiem prawdopodobna,
a mianowicie Calder.
Widziałam różne zdjęcia i wydaje mi się, że tak na prawdę są to dwie różne dziewczyny.
W końcu na jednym zdjęciu jest ona niższa od Tomlinsona, a na innym jest z nim równa.
Poza tym ta cała sprawa z jej studiami...
Czy my serio byłyśmy oszukiwane przez chłopaków?
Perspektywa: Sophie Lawrence
Muzyka: https://www.youtube.com/watch?v=H2-1u8xvk54
Siedziałam na moim ukochanym klifie. Zawsze tu przychodziłam, gdy chciałam pobyć sama, przemyśleć różne sprawy. W mojej głowie znów siedziały myśli samobójcze. A przecież obiecałam sobie, że zacznę nowe życie, że wszystko się ułoży... Jak widać, moja psychika jest zbyt słaba.Podziwiałam wspaniały widok na morze, plażę, szczęśliwych ludzi, którzy mają dla kogo żyć.
Chciałam zapamiętać każdy szczegół tego cudownego widoku. W końcu to miała być ostatnia minuta mojego życia...
Stanęłam na samym krańcu urwiska. Spojrzałam w dół. Głęboka, lazurowa woda, ostre, duże skały. Nie miałam szans na przeżycie tego upadku. Lepiej dla mnie. Wzięłam głęboki wdech i poczułam jak ktoś mocno chwyta mnie za ramię. Ten gest spowodował, że przewróciłam się na ziemię. Poczułam silny ból w kostce.
Jęknęłam cicho i złapałam się za obolałe miejsce.
- Nic ci nie jest? - usłyszałam lekko zachrypnięty, męski głos. Spojrzałam w górę i ujrzałam pochylającego się nade mną chłopaka. Nie mogłam zobaczyć dokładnie jak wygląda, gdyż mocno świecące słońce mnie oślepiło.
- Nie. - mruknęłam i chciałam wstać, ale ból mi to uniemożliwił. Chłopak kucnął tuż przy mnie. Teraz mogłam zobaczyć jego twarz. Jego uroda nie była tutejsza. Blada cera, kręcone, brązowe włosy, zielone oczy, malinowe usta... Pomógł mi się podnieść. Wówczas zobaczył moją okaleczoną kostkę.
- Musimy to zaopatrzyć. - powiedział z troską w głosie.
- Nie trzeba. - odburknęłam i wyrwałam się z jego uścisku. Doceniałam to, że chciał mi pomóc, ale nie mogłam mu zaufać. Po prostu nie mogłam tego zrobić... Bałam się rozczarowania.
- Słuchaj, masz zranioną nogę. Możesz dostać jakiegoś zakażenia. Idziemy z tym do lekarza. - odparł stanowczo. Wiedziałam, że z nim nie wygram. Uległam mu. Mieliśmy już iść, jednak ból kostki mi na to nie pozwolił.
- Ja nie mogę... - jęknęłam. Wówczas wziął mnie na ręce i zaniósł do swojego samochodu. Przez całą drogę milczeliśmy. W końcu dojechaliśmy na miejsce. Chłopak zaniósł mnie do gabinetu lekarskiego. Prosiłam go, aby wyszedł, ale do niego nie docierały moje słowa. Uparł się, że zostanie w środku razem ze mną. Nie wiedziałam dlaczego tak mu na tym zależało. Przecież mnie nie zna. Nie wie kim jestem, jak mam na imię.
Lekarz zdezynfekował moją ranę i wykonał mały zabieg, podczas którego mi ją zszył. Następnie zaopatrzył nogę i podarował mi kule, które za tydzień mam mu oddać.
W końcu opuściliśmy gabinet. Miałam zamiar wracać do domu, ale chłopak mnie zatrzymał.
- Gdzie się wybierasz? - zapytał.
- Do domu. - mruknęłam obojętnie.
- Musimy pogadać. - powiedział stanowczym tonem.
- Musimy? - spytałam z niedowierzaniem.
- Tak.
- Nie wydaje mi się.
Chłopak zignorował moją odpowiedź i chwycił mnie za rękę, po czym pociągnął do swojego samochodu. Zapomniał jednak o małym szczególe, którym jest moja boląca kostka.
- Stój! - krzyknęłam. Ten popatrzył się na mnie ze zdziwieniem. - Noga mnie boli. - uświadomiłam go.
- A tak, przepraszam. - odpowiedział lekko zawstydzony zaistniałą sytuacją.
Zwolniliśmy tempo. Po chwili znaleźliśmy się w aucie szatyna. Podałam mu adres, pod który miał mnie zawieść. Po 5 minutach dojechaliśmy na parking znajdujący się przy mojej ulubionej kawiarence.
- Mówiłaś, że chcesz jechać do domu. - rzekł chłopak, kiedy znaleźliśmy się w wyznaczonym przeze mnie miejscu.
- Nie. Mówiłam, że chcę iść do domu, ale stwierdziłeś, że musimy pogadać. - odparłam bez większych emocji. Chłopak tylko na mnie spojrzał i opuścił samochód. Po chwili otworzył mi drzwi i uczyniłam to samo.
Ruszyliśmy w stronę niewielkiej kawiarenki. Weszliśmy do środka.Po raz kolejny w tym tygodniu ujrzałam lekko oświetlone wnętrze tej kawiarni. Słabe światło w pomieszczeniu nadawało mu pewnego uroku. Zajęliśmy miejsca koło okna. Po chwili podeszła do nas kelnerka i podarowała nam menu. Zdecydowałam się na karmelowe latte, natomiast mój towarzysz wybrał zwykłe capuccino.
- O czym chciałeś porozmawiać? - zapytałam kiedy złożyliśmy zamówienia.
- O nas. - odpowiedział. Zaskoczył mnie tym, bo nie wydawało mi się, aby między nami było... coś.
- Chyba nie rozumiem. - mruknęłam.
- Sophie, posłuchaj... - zaczął, ale mu przerwałam.
- Zaraz, zaraz. Skąd wiesz jak mam na imię? Nie przedstawiałam ci się! Kim ty jesteś?
- Właśnie o tym musimy porozmawiać. - odpowiedział. Postanowiłam go wysłuchać. - Nie wiem za bardzo jak ci to powiedzieć...
- Najlepiej tak, abym to zrozumiała, czyli po francusku. - wtrąciłam.
- Wiem, że twoja mama to menadżerka różnych gwiazd. Wiem, że twój ojciec ją bił, nie interesował się wami i wiem, że twoi rodzice się rozwiedli. Wiem też, że uzależniłaś się od narkotyków, papierosów i alkoholu. Wiem, że twój ojciec miał kochankę, z którą ma syna. Ten syn jest w twoim wieku i ma na imię Harry. Harry Styles. Wiem o tobie wiele. Myślę, że najbardziej może zainteresować cię fakt, że to ja jestem twoim bratem przyrodnim. - powiedział. Nie mogłam uwierzyć w jego słowa. Całe moje życie legło w gruzach... Chociaż nie. Ono i tak było beznadziejne, nie miało sensu. Więc co tam. Nie będę przejmować się taką błahostką. Wiedziałam, że mam brata przyrodniego, a teraz go poznałam. W sumie... spoko.
- Dlaczego mi to powiedziałeś? - spytałam.
- Uznałem, że powinnaś wiedzieć kim jest twój brat przyrodni. Chciałem cię poznać. Osobiście. Chciałem wiedzieć jaka jesteś, jak sobie radzisz. - odpowiedział.
- A co cię to interesuje? Po co ci te wszystkie informacje na mój temat, co? - dopytywałam się prawie krzycząc. Nie chciałam go znać. Był wynikiem rozpadu małżeństwa moich rodziców. To przez jego matkę moja mama mnie olała. To przez jego matkę stałam się taka! To wszystko jego wina! Nie odezwałam się do niego. Nie chciałam wybuchnąć. Wypiłam zamówiony wcześniej napój i bez słowa opuściłam lokal.
- Sophie, zaczekaj! - krzyknął za mną lokowaty.
- Nie odzywaj się do mnie, rozumiesz?! Nie chcę cię znać! Zniknij z mojego życia! Nie potrzebuję ani cię! - wybuchłam. Mówią, że nie należy dusić w sobie emocji, bo to niezdrowe, dlatego dałam im upust. - Nie potrzebuję nikogo, więc odpieprz się ode mnie. - ostatnie zdanie wyszeptałam. Ruszyłam w stronę domu. Chłopak natomiast nie ruszył się z miejsca. Stał przed budynkiem cały czas i patrzył się w przestrzeń. Najwyraźniej zdziwiły go moje słowa. Nie takiej reakcji się spodziewał. Właściwie, to czego on ode mnie oczekiwał? Nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć. Po 30 minutowym spacerze o kulach znalazłam się pod moim domem. Wyciągnęłam klucz z kieszeni w moich spodniach i otworzyłam drzwi.
- Córciu co ci się stało? - usłyszałam głos mamy. Wow, zainteresowała się mną. Ciekawe co jej dolega?
- Nieważne. - mruknęłam i poszłam do swojego pokoju. Zamknęłam go na kluczyk, siadłam na łóżku i włączyłam laptopa. Gdy urządzenie mi się uruchamiało, włączyłam wieżę audio Technics'a. Po chwili usłyszałam pierwsze nuty utworu Pink Floyd - Wish You Were Here. Uwielbiałam to! Kiedy mój MacBook Air się uruchomił, dwukrotnie kliknęłam ikonkę przeglądarki internetowej. Miałam zamiar wyjechać z tego przeklętego miasta, kraju. Przeglądałam różne oferty. Od zawsze fascynował mnie Londyn, dlatego szukałam mieszkań właśnie tam. Po jakimś czasie odnalazłam ciekawą ofertę. Był to całkiem duży apartament, świetnie wyposażony, z pięknym widokiem na Londyn. Tak, to coś dla mnie! Jednak była pewna wada, a mianowicie współlokatorka. Ale w końcu nie muszę się z nią przyjaźnić, no nie? Będziemy dzielić tylko mieszkanie. Spoko. Wysłałam zgłoszenie do dziewczyny, która je zatwierdziła po godzince. No i miałam już gdzie mieszkać. Wykonałam do niej telefon, pogadałyśmy chwilę, po czym zeszłam na dół.
W salonie zastałam swoją mamę z Tomasem.
- Wyjeżdżam do Londynu. Znalazłam już mieszkanie, opłaciłam przez internet. Lot również. Pozostaje mi tylko zapytać cię o zgodę. - powiedziałam oficjalnym tonem. Mama spojrzała znacząco na swojego partnera i oboje kiwnęli głową na tak.
- Będziemy przysyłać ci co miesiąc 35 tys. funtów, nie więcej. - odparła stanowczo moja rodzicielka.
- Zgoda. - po tych słowach poszłam z powrotem na górę, wyjęłam walizki i zaczęłam się pakować.
Pierwszą torbę zajęły sukienki i bluzki. Druga została przeznaczona na spodnie, legginsy, shorty itd., natomiast trzecia na buty. Wzięłam również mniejszą walizeczkę na kosmetyki. Spojrzałam na zegarek, który wyświetlał godzinę 17:49. O 20:00 mam lot. Spakowałam bagaż podręczny i wzięłam się za ogarnianie swojego wyglądu. Wzięłam szybki prysznic, założyłam czystą bieliznę i zaczęłam się ubierać. Zdecydowałam się na biały t-shirt, błękitną mini-spódnicę, białe converse do kostki i czarny szeroki pas. Na rozpuszczone włosy założyłam czarną czapkę. Jeśli chodzi o makijaż, postawiłam na delikatność. Oczy lekko podkreśliłam tuszem, a usta błyszczykiem. Wybiła 19:02. Zaczęłam się zbierać. Przez rękę przewiesiłam szary cardigan, po czym zeszłam na dół, aby poprosić Toma o pomoc. Mężczyzna wziął moje walizki i zaniósł je do wcześniej zamówionej taksówki. Przed odjazdem pożegnałam się z nim i z mamą. Usłyszałam różne teksty typu: "uważaj na siebie" albo "dzwoń do nas". Na każdy z nich przytakiwałam, bo co miałam innego zrobić?W końcu wsiadłam do żółtego pojazdu, który po chwili ruszył.
- Aéroport Nice Côte d'Azur s'il vous plait. - powiedziałam i kierowca ruszył.
Na miejscu znalazłam się po około 25 minutach. Mężczyzna pomógł mi wyciągnąć walizki z auta, po czym odjechał. Ruszyłam w kierunku miejsca odpraw. Po oddaniu bagażu i kontroli, w końcu mogłam wsiąść do samolotu. Zajęłam jedno z wolnych miejsc przy oknie. Uwielbiałam podziwiać chmury, które za nim były podczas lotu. No chyba, że niebo akurat było bezchmurne, wówczas oglądałam inne widoki.
Równo o 20:00 samolot wystartował. Włożyłam słuchawki w uszy i pogrążyłam się w świecie muzyki. Pierwszym utworem, który włączyłam był Pink Floyd - High Hopes. Nie wiadomo kiedy usnęłam.
_____________________________________________
No to jest pierwszy rozdział!
Mam nadzieję, że wam się spodobał ;)
Proszę komentujcie, oceniajcie, czytajcie.
W końcu nic nie motywuje mnie tak do pisania jak wasze opinie.
Tak na marginesie:
wierzycie w tą całą "historię" z Larrym, ustawką, fałszywą Eleanor itd.?
Ja nie do końca. Jest jednak pewna rzecz, która wydaje mi się całkiem prawdopodobna,
a mianowicie Calder.
Widziałam różne zdjęcia i wydaje mi się, że tak na prawdę są to dwie różne dziewczyny.
W końcu na jednym zdjęciu jest ona niższa od Tomlinsona, a na innym jest z nim równa.
Poza tym ta cała sprawa z jej studiami...
Czy my serio byłyśmy oszukiwane przez chłopaków?
Prologue
Sophie Lawrence:
Odkąd pamiętam między moimi rodzicami się nie układało. Mama - menadżerka wielu znanych osób, takich jak Katie Melua, Cheryl Cole czy Adele. To ona zarabiała na naszą rodzinę, ona o nas dbała, pomimo braku czasu. A tata? Był leniwym pasożytem czerpiącym korzyści z mamy. Podły materialista, który uważał, że wszystko mu się należy. Zabierał mamie pieniądze i wydawał je na swoje potrzeby. Moja rodzicielka kiedyś mu się sprzeciwiła. Wtedy pierwszy raz ją uderzył. Najwyraźniej spodobało mu się upokarzanie żony, ponieważ często to robił. Gdy miałam 10 lat rodzice się rozwiedli. Przyczyną nie było poniżanie czy bicie mamy. Pomimo tego, ona nadal kochała swojego męża. Była zaślepiona miłością do niego. Wierzyła, że się zmieni, że zrobi to dla niej, dla nas. Wierzyła, że nas kocha. Była w błędzie. Ojciec miał kochankę. Jak się okazało, miał również syna. Mama mu tego nie wybaczyła. Złożyła pozew o rozwód. Wielokrotnie żałowała swojej decyzji, ale nie było odwrotu. Przepłakała wiele dni i nocy. Aby zapomnieć o tym całym wydarzeniu, rzuciła się w wir pracy. Nie miała dla mnie czasu. Żeby mi to wynagrodzić, kupowała mi drogie ciuchy, świecidełka. Dostawałam to, co chciałam. Mama jednak nie przewidziała, że coś takiego może pozostawić na moim charakterze dość duże piętno. Stałam się chamska, zamknięta w sobie, rozpuszczona... Nie miałam przyjaciół. Można powiedzieć, że nie miałam nawet matki. Była pochłonięta pracą. Cały czas gdzieś wyjeżdżała, a ja? Ja byłam zdana tylko i wyłącznie na siebie. Pewnego dnia przyszła do domu z jakimś mężczyzną. Znałam go z telewizji. Był aktorem. Chciałam jej szczęścia, a on jej to zapewniał. Wkrótce się pobrali. Chwilowo moje stosunki z mamą się poprawiły, jednak potem wszystko wróciło do normy. Praca, wyjazdy... Znów zostałam sama. Pocieszenia szukałam w klubach. Często topiłam smutki w alkoholu, a stres rozładowywałam paląc papierosy, ewentualnie lądując w łóżku z jakimś chłopakiem. Czasem czułam się jak dziwka, ale nie przeszkadzało mi to. I tak nikt się mną nie interesował, nikogo nie obchodziło co robię, z kim i dlaczego. Miałam gdzieś to, co ludzie sobie o mnie pomyślą. W końcu to moje życie i moje ciało, mogę robić z nimi co chcę. Pół roku temu poznałam James'a. Wspierał mnie, pocieszał, pomagał. Zaprzyjaźniliśmy się. Przynajmniej takie odnosiłam wrażenie. Wkrótce wciągnął mnie w narkotyki. Uzależniłam się. Bez nich nie mogłam normalnie funkcjonować. Próbowałam to rzucić. Nawet poszłam na odwyk. Trochę mi to pomogło, ale nie sprawiło, że całkowicie się od nich "odizolowałam". Co prawda nie czuję tak wielkiej potrzeby "spożywania" ich tak jak kiedyś, ale jednak została we mnie jakaś ich część. Wielokrotnie chciałam ze sobą skończyć, jednak nie miałam na tyle odwagi. Nie widzę sensu w dalszym życiu. Alkohol, papierosy, seks z kim popadnie i narkotyki... Z tymi uzależnieniami, nie mam szans na normalne życie... Może jednak warto spróbować? Może zacząć wszystko od początku? W nowym miejscu, w otoczeniu innych ludzi... Może to mi pomoże? To się okaże...
Lena Moore:
Zawsze byłam szczęśliwa. Miałam rodzinę, przyjaciół, zawsze mogłam zwierzyć się komuś, czułam, że jest ktoś dla kogo jestem ważna. Jednak z czasem wszystko w moim na pozór 'idealnym' życiu zaczęło się zmieniać, zmieniać na gorsze. A może wizerunek tego idealnego świata wyglądałby lepiej beze mnie? Zawsze zastanawiałam się co takiego złego zrobiłam, przecież byłam wtedy tylko dzieckiem. Tak po prostu, wszyscy odwrócili się ode mnie, tak jakbym im coś zrobiła. Może to los lubi wystawiać mnie na próby. Rodzice mieli stresującą pracę i za wszystkie swoje niepowodzenia obwiniali mnie. Powtarzali , że nie chcą takiej córki, że jestem beznadziejna. Kiedy mieli zły humor, zawsze znajdowali jakiś powód, nawet tak błahy jak mały bałagan w pokoju, czy kiepska ocena z kartkówki. Potem przepraszali, a ja udawałam, że wszystko jest w porządku i historia znowu się powtarzała. Przeprosiny przeprosinami, ale ja i tak do dzisiaj wszystko to pamiętam, wciąż słyszę ich kłótnie, wyzwiska. Przez problemy w domu stałam się zamknięta w sobie. Może to jest przyczyną tego, że wszyscy przyjaciele odeszli? Nie wiem czy będę w stanie jeszcze komuś zaufać. Po tych wszystkich wydarzeniach jestem silniejsza. Słowa nie mogą mnie już zranić. Obiecałam sobie, że nigdy więcej nie będę już wylewać łez. Teraz wiem, że nie potrzebuje przyjaciół. Żyję we własnym świecie, w świecie, do którego nikt nie ma wstępu. Miłość jest przereklamowana, marzenie się nie spełniają, a jeżeli ktoś zdradził , zrobi to kolejny raz - to rzeczy, których nauczył mnie okrutny los, tym się kieruję. Żeby odreagować chodziłam na imprezy, miałam nawet znajomych. Problem był jedynie w tym, że nawet ich nie lubiłam. Nie mam nawet złudzeń, że kiedyś będzie lepiej, że obudzę się z myślą, że ten dzień będzie tym lepszym. 'Nadzieja matką głupich' - to cały czas sobie wmawiam. Ale może jednak nadzieja jest czymś ważnym? Czymś, czego żaden człowiek nie jest w stanie się wyrzec? Może to właśnie ona pozwala nam przetrwać w świecie pełnym nienawiści? Niestety nie umiem odpowiedzieć sobie na to pytanie. Wracając do szarej, smutnej rzeczywistości, to rodzice wpadli na 'genialny' pomysł. Postanowili że do ostatniej klasy liceum będę chodzić w Londynie. Kupili mi nawet apartament. Wszyscy zawsze narzekają, że dobra materialne nie zastąpią rodzinnej miłości. Może jestem inna, ale mi to pasuje. W końcu co pozostało człowiekowi, który nie wierzy w wartości, które według innych są najważniejsze. W ten sposób mogą chociaż po części wynagrodzić mi wszystkie złe chwile. Może nie powinnam użalać się nad sobą, w końcu ludzie mają o wiele większe problemy od moich. Może jest jeszcze na świecie ktoś, kto byłby warty uwagi i poświęcenia? Może w Londynie zacznę układać sobie życie na nowo? Słyszałam już nie raz, że jestem młoda i całe życie przede mną. W każdym razie czas pokaże czy coś może się jeszcze zmienić...
____________________________________________________
Witamy!
No to mamy prolog ;)
Jak Wam się podoba?
Tego bloga prowadzimy we dwie: Ada i Ania (Schooki i 1DsLover_x3)
Będzie nam bardzo miło jeśli zostawicie po sobie jakiś ślad
w postaci komentarza czy dołączeniu do obserwatorów ;)
Za niedługo pojawi się 1 rozdział z perspektywy Sophie.
Mamy nadzieję, że opowiadanie Wam się spodoba i będziecie odwiedzać naszego bloga ;)
Zapraszamy!
Odkąd pamiętam między moimi rodzicami się nie układało. Mama - menadżerka wielu znanych osób, takich jak Katie Melua, Cheryl Cole czy Adele. To ona zarabiała na naszą rodzinę, ona o nas dbała, pomimo braku czasu. A tata? Był leniwym pasożytem czerpiącym korzyści z mamy. Podły materialista, który uważał, że wszystko mu się należy. Zabierał mamie pieniądze i wydawał je na swoje potrzeby. Moja rodzicielka kiedyś mu się sprzeciwiła. Wtedy pierwszy raz ją uderzył. Najwyraźniej spodobało mu się upokarzanie żony, ponieważ często to robił. Gdy miałam 10 lat rodzice się rozwiedli. Przyczyną nie było poniżanie czy bicie mamy. Pomimo tego, ona nadal kochała swojego męża. Była zaślepiona miłością do niego. Wierzyła, że się zmieni, że zrobi to dla niej, dla nas. Wierzyła, że nas kocha. Była w błędzie. Ojciec miał kochankę. Jak się okazało, miał również syna. Mama mu tego nie wybaczyła. Złożyła pozew o rozwód. Wielokrotnie żałowała swojej decyzji, ale nie było odwrotu. Przepłakała wiele dni i nocy. Aby zapomnieć o tym całym wydarzeniu, rzuciła się w wir pracy. Nie miała dla mnie czasu. Żeby mi to wynagrodzić, kupowała mi drogie ciuchy, świecidełka. Dostawałam to, co chciałam. Mama jednak nie przewidziała, że coś takiego może pozostawić na moim charakterze dość duże piętno. Stałam się chamska, zamknięta w sobie, rozpuszczona... Nie miałam przyjaciół. Można powiedzieć, że nie miałam nawet matki. Była pochłonięta pracą. Cały czas gdzieś wyjeżdżała, a ja? Ja byłam zdana tylko i wyłącznie na siebie. Pewnego dnia przyszła do domu z jakimś mężczyzną. Znałam go z telewizji. Był aktorem. Chciałam jej szczęścia, a on jej to zapewniał. Wkrótce się pobrali. Chwilowo moje stosunki z mamą się poprawiły, jednak potem wszystko wróciło do normy. Praca, wyjazdy... Znów zostałam sama. Pocieszenia szukałam w klubach. Często topiłam smutki w alkoholu, a stres rozładowywałam paląc papierosy, ewentualnie lądując w łóżku z jakimś chłopakiem. Czasem czułam się jak dziwka, ale nie przeszkadzało mi to. I tak nikt się mną nie interesował, nikogo nie obchodziło co robię, z kim i dlaczego. Miałam gdzieś to, co ludzie sobie o mnie pomyślą. W końcu to moje życie i moje ciało, mogę robić z nimi co chcę. Pół roku temu poznałam James'a. Wspierał mnie, pocieszał, pomagał. Zaprzyjaźniliśmy się. Przynajmniej takie odnosiłam wrażenie. Wkrótce wciągnął mnie w narkotyki. Uzależniłam się. Bez nich nie mogłam normalnie funkcjonować. Próbowałam to rzucić. Nawet poszłam na odwyk. Trochę mi to pomogło, ale nie sprawiło, że całkowicie się od nich "odizolowałam". Co prawda nie czuję tak wielkiej potrzeby "spożywania" ich tak jak kiedyś, ale jednak została we mnie jakaś ich część. Wielokrotnie chciałam ze sobą skończyć, jednak nie miałam na tyle odwagi. Nie widzę sensu w dalszym życiu. Alkohol, papierosy, seks z kim popadnie i narkotyki... Z tymi uzależnieniami, nie mam szans na normalne życie... Może jednak warto spróbować? Może zacząć wszystko od początku? W nowym miejscu, w otoczeniu innych ludzi... Może to mi pomoże? To się okaże...
Lena Moore:
Zawsze byłam szczęśliwa. Miałam rodzinę, przyjaciół, zawsze mogłam zwierzyć się komuś, czułam, że jest ktoś dla kogo jestem ważna. Jednak z czasem wszystko w moim na pozór 'idealnym' życiu zaczęło się zmieniać, zmieniać na gorsze. A może wizerunek tego idealnego świata wyglądałby lepiej beze mnie? Zawsze zastanawiałam się co takiego złego zrobiłam, przecież byłam wtedy tylko dzieckiem. Tak po prostu, wszyscy odwrócili się ode mnie, tak jakbym im coś zrobiła. Może to los lubi wystawiać mnie na próby. Rodzice mieli stresującą pracę i za wszystkie swoje niepowodzenia obwiniali mnie. Powtarzali , że nie chcą takiej córki, że jestem beznadziejna. Kiedy mieli zły humor, zawsze znajdowali jakiś powód, nawet tak błahy jak mały bałagan w pokoju, czy kiepska ocena z kartkówki. Potem przepraszali, a ja udawałam, że wszystko jest w porządku i historia znowu się powtarzała. Przeprosiny przeprosinami, ale ja i tak do dzisiaj wszystko to pamiętam, wciąż słyszę ich kłótnie, wyzwiska. Przez problemy w domu stałam się zamknięta w sobie. Może to jest przyczyną tego, że wszyscy przyjaciele odeszli? Nie wiem czy będę w stanie jeszcze komuś zaufać. Po tych wszystkich wydarzeniach jestem silniejsza. Słowa nie mogą mnie już zranić. Obiecałam sobie, że nigdy więcej nie będę już wylewać łez. Teraz wiem, że nie potrzebuje przyjaciół. Żyję we własnym świecie, w świecie, do którego nikt nie ma wstępu. Miłość jest przereklamowana, marzenie się nie spełniają, a jeżeli ktoś zdradził , zrobi to kolejny raz - to rzeczy, których nauczył mnie okrutny los, tym się kieruję. Żeby odreagować chodziłam na imprezy, miałam nawet znajomych. Problem był jedynie w tym, że nawet ich nie lubiłam. Nie mam nawet złudzeń, że kiedyś będzie lepiej, że obudzę się z myślą, że ten dzień będzie tym lepszym. 'Nadzieja matką głupich' - to cały czas sobie wmawiam. Ale może jednak nadzieja jest czymś ważnym? Czymś, czego żaden człowiek nie jest w stanie się wyrzec? Może to właśnie ona pozwala nam przetrwać w świecie pełnym nienawiści? Niestety nie umiem odpowiedzieć sobie na to pytanie. Wracając do szarej, smutnej rzeczywistości, to rodzice wpadli na 'genialny' pomysł. Postanowili że do ostatniej klasy liceum będę chodzić w Londynie. Kupili mi nawet apartament. Wszyscy zawsze narzekają, że dobra materialne nie zastąpią rodzinnej miłości. Może jestem inna, ale mi to pasuje. W końcu co pozostało człowiekowi, który nie wierzy w wartości, które według innych są najważniejsze. W ten sposób mogą chociaż po części wynagrodzić mi wszystkie złe chwile. Może nie powinnam użalać się nad sobą, w końcu ludzie mają o wiele większe problemy od moich. Może jest jeszcze na świecie ktoś, kto byłby warty uwagi i poświęcenia? Może w Londynie zacznę układać sobie życie na nowo? Słyszałam już nie raz, że jestem młoda i całe życie przede mną. W każdym razie czas pokaże czy coś może się jeszcze zmienić...
____________________________________________________
Witamy!
No to mamy prolog ;)
Jak Wam się podoba?
Tego bloga prowadzimy we dwie: Ada i Ania (Schooki i 1DsLover_x3)
Będzie nam bardzo miło jeśli zostawicie po sobie jakiś ślad
w postaci komentarza czy dołączeniu do obserwatorów ;)
Za niedługo pojawi się 1 rozdział z perspektywy Sophie.
Mamy nadzieję, że opowiadanie Wam się spodoba i będziecie odwiedzać naszego bloga ;)
Zapraszamy!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



